- Widzisz? - rozległ się pełen napięcia głos. Tonks patrzyła groźnie na Lupina. - Ona nadal chce za niego wyjść, chociaż został ukąszony! Ją to nie obchodzi!
- Jest różnica - odrzekł Lupin, prawie nie poruszając ustami, nagle jakiś spięty. - Bill nie będzie prawdziwym wilkołakiem. Oba przypadki są zupełnie...
- A mnie to wcale obchodzi, rozumiesz?! - zawołała Tonks, chwytając go z przodu za szatę i potrząsając nią. - Mówiłam ci milion razy...I nagle Harry zrozumiał, dlaczego patronus Tonks tak się zmienił, dlaczego ma teraz mysie włosy, dlaczego chciała się zobaczyć z Dumbledore'em, kiedy tylko usłyszała, że Greyback kogoś zaatakował...To nie w Syriuszu była zakochana...
- A ja milion razy mówiłem TOBIE - powiedział Lupin, starając się nie patrzyć jej w oczy - że jestem dla ciebie za stary, za biedny...zbyt niebezpieczny...
- Zawsze ci mówiłam, że bardzo śmiesznie do tego podchodzisz, Remusie - powiedziała pani Weasley przez ramię Fleur, klepiąc ją po plecach.
- A ja nie widzę w tym nic śmiesznego - upierał się Lupin. - Tonks zasługuje na kogoś młodego i zdrowego.
- Ale pragnie ciebie - stwierdziła pani Weasley, lekko się uśmiechając. - A bywa i tak, Remusie, że młodzi i zdrowi mężczyźni nagle przestają tacy być - Wskazała ze smutkiem na swojego syna leżącego między nimi.
- To nie jest odpowiednia chwila, żeby nad tym dyskutować - rzekł Lupin, unikając spojrzeń wszystkich obecnych i rozglądając się trochę nieprzytomnie po sali. - Dumbledore nie żyje...
- Dumbledore byłby bardzo szczęśliwy, widząć, że na świecie przybyło trochę miłości - stwierdziła szorstko McGonagall.