Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty wspominające

Podczas okupacji zdarzało się, że dosypywałem do samochodów niemieckich, które wracały z frontu i przejeżdżały przez nasz garaż, specjalny proszek, karborund, aby silnik po jakimś czasie się zatarł. Oczywiście nie od razu, bo można było stracić życie.

Wszystkie wspomnienia są złudne, bo teraźniejszość nadaje im inne barwy.

Unitarka w Korpusie Piechoty Morskiej jest zorganizowana na zasadzie wyzwania odmieniającego całe życie. Od dnia przybycia nikt nie mówi do ciebie po imieniu. Nie wolno mówić „ja”, bo uczy się nas niewiary we własną indywidualność. Każde zapytanie zaczynamy od „ten rekrut”: Ten rekrut potrzebuje udać się do latryny (toalety); ten rekrut wymaga wizyty u felczera (lekarza). Nieliczni debile, którzy przybywają na obóz z tatuażami insygniów marines, są bezlitośnie poniewierani. Na każdym kroku przypomina się rekrutom, że są bezwartościowi, póki nie ukończą szkolenia i nie zasłużą na tytuł „marine”.

Podczas tej akurat misji oficerowie marines prowadzili rozmowy z miejscowymi urzędnikami oświatowymi, a cała reszta naszego oddziału zapewniała ochronę albo kręciła się wśród uczniów, kopiąc w piłkę czy rozdając cukierki i przybory szkolne.

Pewien bardzo nieśmiały chłopczyk podszedł do mnie, wyciągając otwartą dłoń. Gdy dałem mu małą gumkę do ołówków, jego twarz na moment rozpromieniła się radością, a potem pobiegł do swojej rodziny, triumfalnie unosząc nad głową swój prezent za parę centów. Nigdy dotąd nie widziałem takiego podekscytowania na dziecięcej twarzy.

Nie wierzę w nagłe olśnienia. Nie wierzę w natychmiastowe przeobrażenia, bo przeobrażenie to zbyt trudna sprawa, by nastąpiło w jednej chwili. Widziałem zbyt wielu ludzi, z których aż wylewało się szczere pragnienie zmiany samych siebie, ale tracili cały animusz, kiedy uświadamiali sobie, jak trudna w rzeczywistości byłaby taka przemiana. Niemniej owa chwila z tym chłopcem była dla mnie niemal olśnieniem. Przez całe dotychczasowe życie nosiłem w sobie urazę do całego świata. Byłem wściekły na matkę i ojca, wściekły, że do szkoły dojeżdżałem gimbusem, kiedy innych podwozili samochodami kumple, wściekły, że nie miałem ciuchów od Abercrombie & Fitch, wściekłem się, gdy umarł mój dziadek, wściekało mnie, że mieszkamy w ciasnym domku. Wszystkie te żale nie zniknęły w jednej chwili, kiedy jednak stałem i patrzyłem na kłębiące się dzieci sponiewieranego wojną narodu, ze szkoły, w której nie było wody bieżącej, i na tego przeszczęśliwego malca, zacząłem doceniać, jak wiele szczęścia miałem w życiu: urodziłem się w najwspanialszym kraju pod słońcem [...]

Kiedy miałem dziesięć lat, na każdym osiedlu słychać było tylko rytmicznie odbijaną piłkę. Rozgrywano mecze na prowizorycznych boiskach, grano w kwadraty" albo na bramę garażową, na jeden kontakt. Kto nie załapał się do składu, ten ćwiczył żonglowanie. Życie osiedla kręciło się wokół piłki i trzepaka (ten z kolei służył do grania w siatkówkę, ale wszyscy byliśmy wtedy zgodni: siatkówka jest bez sensu, poza tym jest dobra dla dziewczyn).

Tusk miał pod swoim absolutnym wpływem nie tylko Trybunał Konstytucyjny, administrację rządową, agencje państwowe, ale także samorządy. Pamiętam, że w radzie miasta Krakowa była taka debata – co Tusk by pomyślał. W zależności od tego, co by pomyślał, decydowano w tę albo tamtą stronę.

Kanclerz Kohl bardzo często powoływał się na przykład stosunków niemiecko-francuskich. Stawiał je za wzór, ku któremu należy dążyć. Tymczasem uderzyło mnie, że w słynnych dziesięciu punktach sformułowanych po upadku muru berlińskiego, gdy jechał do Moskwy, nie było słowa o sprawach naszych, polsko-niemieckich, i ostatecznym ich uregulowaniu.

Są wspomnienia, z teraźniejszości i przeszłości, które mają zapach. Gdy zmienia się życie, zmieniają się zapachy.

Wspomnienie nigdy nie umiera, po prostu zapada w sen. (str. 273).

Wspomnienia to zaułki, w które nieustannie się zapuszczamy.

Nie da się zmienić przeszłości. Ale można ją kształtować za sprawą wspomnieć. To ja wybieram, które z nich zachowam, nie ty.

(...) wspomnienia bolą, a najbardziej te dobre.

Czas zmarnowany nie istnieje we wspomnieniach.

Wszyscy znamy się za długo (...). Możemy ranić się wspomnieniami, które mają po dwadzieścia lat.

Znikają cicho, bez słowa pożegnania, jak z naszego życia odchodzą ludzie, których wspomnienie przeszywa słodkim bólem nasze czerstwe dusze.

(...) pamiętam pierwsze chwile po wojnie - jako w jakimś sensie dobre, wszyscy byli podnieceni, czekali, co będzie dalej. W tym naszym domu komorowskim było takie jakby przedszkole. Byłem ja i miałem pięć sióstr, jedną rodzoną, reszta to kuzynki. Babunia mówiła, że jestem babski król.

Pamiętam, jak moja nauczycielka języka polskiego, u której zdawałem maturę, już wtedy przejawiając zainteresowanie pisaniem i próbując sił w poetyckich formach, mówiła mi: „Wojtek, nie zmarnuj talentu”. Dziś uważam, że posłuchałem jej rady, ale jednocześnie stwierdzam, że talent to zaledwie mały procent, a reszta – ciężka praca.

Stan wojenny zastał mnie w Szwajcarii. Łaziłem nad Renem, układałem sobie fragmenty tekstów w głowie i czekałem na okazję powrotu. Dostałem propozycję, że mogę mieć od zaraz szwajcarski paszport, a rodzinę można ściągnąć przez Czerwony Krzyż. Miałbym z czego żyć, bo mogłem pracować w paryskiej „Kulturze”. Jednak ani przez sekundę nie miałem wątpliwości, że moje miejsce jest w Polsce. Nie chwalę się, że byłem taki dzielny. To nie ja wybrałem Polskę. To Polska wybrała mnie. Nie mógłbym żyć bez polskiego powietrza.

Nigdy nie wyciągałem ch*ja na scenie, ani nikt z zespołu tego nie robił. Mieliśmy na scenie wypchaną żyrafę, uzbrojoną w wąż i przemysłową maszynę do robienia piany. Pod tym mieliśmy bombę wiśniową. Tak właśnie świętowaliśmy Czwarty Lipca 1967. Ktoś machał flagą, zapalał wiśniową bombę. Ona rozrywała du*ę żyrafy. Ktoś inny sięgał pod żyrafę i naciskał guzik i wtedy to wszystko srało pianą po całej scenie. To z jakiegoś powodu bawiło ludzi.

Pewnego razu weszło do nas na próbę trzech marines w pełnym umundurowaniu i bez słowa usiadło w pierwszym rzędzie.

Spytałem ich, jak się mają i czy nie chcą się przyłączyć. Zapytałem ich, czy znają jakieś piosenki i jeden z nich powiedział, że taaa, znają „House of the Rising Sun” i „Everybody Must Get Stoned”. „To byczo – powiedziałem. – Zaśpiewalibyście z nami dziś wieczorem? Bardzo byśmy chcieli, żeby zaśpiewali z nami marines”. Powiedzieli, że taaa, zaśpiewają.

Kiedy wrócili, wprowadziłem ich na scenę, choć pewnie nie wolno im było na nią wchodzić w mundurach. Zaśpiewali „Everybody Must Get Stoned”. Mieli już nieźle w czubie, więc powiedziałem: „Chłopcy, może pokażecie publiczności, jak zarabiacie na życie?”

Wręczyłem im dużą lalkę i dodałem: „Wyobraźcie sobie, że to jakiś żółty szczeniak”. My zagraliśmy, a tymczasem oni zabrali się do maltretowania lalki. Porozrywali ją na strzępy. To było naprawdę straszne. Kiedy już skończyli, podziękowałem im i przy spokojnym akompaniamencie pokazałem widzom zmaltretowane fragmenty. Nikt się nie śmiał.


616 cytatów, 9 cytatów wspominających

71 cytatów, 9 cytatów wspominających

52 cytaty, 5 cytatów wspominających

115 cytatów, 4 cytaty wspominające

12 cytatów, 3 cytaty wspominające
⇓ ⇓ pokaż więcej autorów ⇓ ⇓
wszyscy autorzy z kategorii wspominające
Galeria cytaty wspominające,
kliknij aby powiększyć