- Brawo, Zordoniątko – szepnęła mu do ucha, przesuwając dłoń na jego ramię. – Wieczorem będzie nagroda.
– Jaka?
– Pozwolę ci się sponiewierać.
Obrócił się do niej i uniósł brwi.
– Tak?
– Tak – potwierdziła zmysłowym głosem. – Zabierzesz mnie do wegetariańskiej knajpy na kolację.
Mruknął pod nosem, jakby rzeczywiście ta wizja była wyjątkowo kusząca.