Jesteśmy zwolennikami starej zasady, że pisarz powinien wiedzieć o swoich bohaterach nieco więcej, niż oni sami wiedzą o sobie. Albo przynajmniej - tyleż samo. Natomiast nigdy mniej.
Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum w namalowanej ciszy i skupieniu mleko z dzbanka do miski dzień po dniu przelewa, nie zasługuje Świat na koniec świata.
Dziękuję ci, serce moje, że obudziłam się znowu i chociaż jest niedziela, dzień odpoczywania, pod żebrami trwa zwykły przedświąteczny ruch.
Pewnego razu odpowiedz padła przed pytaniem. Którejś nocy odgadli wyraz swoich oczu po rodzaju milczenia, w ciemności.
Chmura z ludzi nad krajem szła, z dużej chmury mały deszcz, jedna łza, mały deszcz, jedna łza, suchy czas. Tory wiodą w czarny las.
I tylko my nieliczne, z futer nie odarte, nie zdjęte z kości, nie strącone z piór, uszanowane w kolcach, łuskach, rogach, kłach, i co tam które jeszcze ma z pomysłowego białka, jesteśmy - wielki panie - twoim snem, co uniewinnia cię na krótką chwilę.
Ja tarsjusz syn tarsjusza, wnuk tarsjusza i prawnuk, zwierzątko małe, złożone z dwóch źrenic i tylko bardzo już koniecznej reszty; cudownie ocalony od dalszej przeróbki, bo przysmak ze mnie żaden, na kołnierz są więksi, gruczoły moje nie przynoszą szczęścia, koncerty odbywają się bez moich jelit; ja tarsjusz siedzę żywy na palcu człowieka.
Jeśli są aniołowie, powinna - mam nadzieję - trafić im do przekonania ta rozhuśtana na grozie wesołość, nie wołająca nawet ratunku ratunku, bo wszystko dzieje się w ciszy.
W nocy rozpogodzenie prawie w całym kraju, tylko na południowym wschodzie niewykluczone opady. Temperatura znacznie się obniży, za to ciśnienie wzrośnie. Kolejny dzień zapowiada się słonecznie, chociaż tym, co żyją, przyda się jeszcze parasol.
Lubię mapy, bo kłamią. Bo nie dają dostępu napastliwej prawdzie. Bo wielkodusznie z poczciwym humorem rozpościerają mi na stole świat nie z tego świata.
Ciekawość samego siebie w warunkach trudnych, czasem nawet niemożliwych, jest najczcigodniejscym ludzkim interesem. A także ciekawość innych ludzi...
Lubię książki, w którym liczy się nogi stonogom. Czytanie wyłącznie literatury tzw. pięknej ma w sobie coś przerażającego. Traci się właściwą perspektywę. Po lekturze monologu wewnętrznego dobrze jest dowiedzieć się, jak np. kichają słonie.