Dziwi mnie to ubóstwo środków, jakimi Pan Bóg rozporządza. Co chwila musi się na nowo oliwić zawiasy wydarzeń. To się coś zacina, to staje. Więc prędko – rewolucja. Pan Bóg ma zawsze czarne ręce od wstrętnej mazi. Na jego miejscu postępowałbym znacznie prościej: nie naprawiałbym co chwila tej machiny, prowadziłbym rodzaj ludzki spokojnie, nizałbym oczka zdarzeń jedno po drugim, nie zrywając wątku; nie stosowałbym środków wyjątkowych i nie uciekałbym się do niezwykłych wydarzeń. Zjawisko, które nazywacie postępem, poruszają dwa motory: ludzie i wydarzenia. Ale, niestety, od czasu do czasu musi się pojawić coś wyjątkowego. Zarówno ludziom, jak i wydarzeniom nie wystarcza zwykła gromada: wśród ludzi trzeba geniuszy, wśród wydarzeń – rewolucji. Wielkie wydarzenia są regułą; porządek rzeczy nie może się bez nich obejść; patrząc na komety człowiek miałby ochotę twierdzić, że samo niebo nie potrafi obyć się bez aktorskich występów. W chwili kiedy najmniej się tego spodziewamy, Pan Bóg przylepia meteor na murze swego firmamentu. Pojawia się jakaś dziwaczna gwiazda z olbrzymim ogonem. I Cezar zostaje zabity. Brutus przebija go sztyletem, a Pan Bóg kometą.