Ludzie, co łotra królem swym wybrali, są jak mieszkańcy ruiny bez dachu; kiedy wierzchołek góry ma się zwalić, u jej stóp wioska w ciągłym żyje strachu.
Los się przeciwko człowiekowi zwróci, gdy postępuje bezczelnie i butnie; dzikiego byka rozbuchane chuci powściągniesz gdy mu to, co trzeba, utniesz.
Kto myśli: „skłamię mu i go oszukam!”, siebie oszuka, zaszkodzi sam sobie. Ten, kto chociażby raz kłamstwem się zbrukał, budzi nieufność, choć i prawdę powie.
Jaką słabemu gniew przyniesie korzyść? Czyż mocny musi folgę dawać w gniewie? Gniew jest bez sensu, ten więc, kto się sroży, gdy chce coś zdziałać – spala jeno siebie.
Gdy swe i cudze dobro masz na celu, możesz słów szorstkich i miękkich dobierać; Budda nie orzekł, że zręczny, co wielu metod używa – musi być przechera.
Gdy nie masz wiedzy o prawie karmana, buddą nie będziesz, choćbyś znał Śunjatę; Najwyższą Drogą ma być osiągana Prawda – inaczej zostaniesz arhatem.
Gdy gdzieś daleko zacnemu żyć trzeba, stamtąd o ludu swego dba wygody; chmury, kłębiące się gdzieś pośród nieba, obfitym deszczem mnożą ziemskie płody.
Często tak bywa, że zbyt wielka miłość gniewu się staje przyczyną i złości; i nie raz tak już na tym świecie było, że kłótnia – córką właśnie zażyłości.
Brakiem zdolności głupiec rad tłumaczyć to, że do żadnych nauk nie ma chęci; gdyby pomyślał, wnet uznałby raczej, że winien im się tym bardziej poświęcić.
Wy nie wiecie, a ja wiem, Jak rozmawiać trzeba z psem, Bo poznałem język psi, Gdy mieszkałem w pewnej wsi.
Wieczór spojrzenia maluje sepią, Szczęście przybliża się mimo woli, Święci niebiescy nam garnki lepią I od przybytku aż głowa boli.
Tu mówi Nowy Jork! Słyszycie głos Ameryki! Głos tej Ameryki, co świat dolarem mierzy, Ameryki giełdziarzy łgarzy i szalbierzy Ameryki bezprawia, chamstwa i ucisku, Ameryki gangsterów żądnych krwi i zysku, Ameryki grożącej pałaszem Goliata, Ameryki zbrodniczych podpalaczy świata (...) Leżą imperialiści na pokładach yachtów, Chcą agresji, chcą wojny, rynkowych konszachtów, A tu Apel Sztokholmski: stek złośliwych szykan! Kwakrzy i metodyści liczą na Watykan, Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi, Wiedział Hitler, co warci Polacy i Czesi, Wiedział jak trzeba walczyć z czerwoną zakałą – Truman jest za łagodny, Tito – to za mało. Gdyby Hitler zmartwychwstał, na rękę by szedł nam (...)
Skoczył wietrzyk zamaszyście, pookurzał mchy i liście. Z bocznych dróżek, z polnych ścieżek powymiatał brudny śnieżek.
Przykro było żurawiowi, Że samotnie ryby łowi. Patrzy – czapla na wysepce Wdzięcznie z błota wodę chłepce. Rzecze do niej zachwycony: „Piękna czaplo, szukam żony, Będę kochał ciebie, wierz mi, Więc czym prędzej się pobierzmy.” Czapla piórka swe poprawia: „Nie chcę męża mieć żurawia!” Poszedł żuraw obrażony. „Trudno. Będę żył bez żony.”
Powiem tylko: „To jest nasze popołudnie”. Ona tuląc się odpowie: „Ach, jak cudnie!” Oto słowa takie proste, nie zawiłe, Sam je sobie właśnie dzisiaj wymyśliłem.