Jelcyn wracał ze Stanów Zjednoczonych i po drodze miał odbyć oficjalną wizytę w Irlandii. Na lotnisku rozwinięto czerwony dywan, stawił się irlandzki premier i szereg innych oficjeli. Ustawiono kompanię honorową i rozwieszono rosyjskie flagi. Samolot wylądował o czasie, podkołował do czerwonego dywanu, otworzyły się drzwi i... nic. Nikt z nich nie wyszedł. Premier Irlandii i jego świta stali tak przez pół godziny, wpatrując się w otwarte drzwi. Po tym czasie drzwi się zamknęły, samolot wrócił na pas startowy, wzbił się w powietrze i odleciał do Rosji. Okazało się później, że Jelcyn był tak urżnięty, że nie mógł nawet wstać z fotela. Kompletnie pijana była również całą jego delegacja. Doradcy, tłumacze, a nawet ochroniarze. Nikt z nich nie był w stanie wyjaśnić sytuacji Irlandczykom. Jedynym trzeźwym człowiekiem na pokładzie był pilot. A i to nie jest pewne. Dzisiaj ludzie się z tego śmieją, dla każdego Rosjanina obserwowanie podobnych scen było jednak największym wstydem i upokorzeniem. Naszym prezydentem był urżnięty komunistyczny wieprz.
To za mała suma, aby opuścić Polskę.
Należy szanować każdą osobę, która staje na drodze naszego życia.
Naszą prawdziwą polityką jest podążanie bez trwałych sojuszy z jakąkolwiek częścią zagranicy.