Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Anegdota

Unitarka w Korpusie Piechoty Morskiej jest zorganizowana na zasadzie wyzwania odmieniającego całe życie. Od dnia przybycia nikt nie mówi do ciebie po imieniu. Nie wolno mówić „ja”, bo uczy się nas niewiary we własną indywidualność. Każde zapytanie zaczynamy od „ten rekrut”: Ten rekrut potrzebuje udać się do latryny (toalety); ten rekrut wymaga wizyty u felczera (lekarza). Nieliczni debile, którzy przybywają na obóz z tatuażami insygniów marines, są bezlitośnie poniewierani. Na każdym kroku przypomina się rekrutom, że są bezwartościowi, póki nie ukończą szkolenia i nie zasłużą na tytuł „marine”.

Kiedyś dawno miałem dziewczynę w Korei Południowej i co jakiś czas do niej latałem. Panowała wtedy na świecie epidemia SARS. "Franz" wyraźnie zatroskał się o moje zdrowie. Przed wyjazdem ostrzegł: - Żebyś tylko nie złapał...Tego...No...SMS-a!

Nie wiem o co chodzi z komendą w Piasecznie, ale to jest jakaś totalna patologia.

Dzwoni żona, aby zgłosić włamanie do mieszkania (nie mojego), pyta kiedy policja przyjdzie, bo ona boi się wejść.

Policjant: - A co, myśli pani, że ktoś tam na panią czeka? Pewnie by pani chciała.

Pamiętam anegdotę świetnego przedwojennego pisarza i historyka, Stanisława Cata-Mackiewicza. On w latach 30. w „Słowie Wileńskim” pisał o tym, że nie może się nadziwić, dlaczego starzy Wilniucy mają zbiorowe przekonanie, że polityka to kurwa, a Anglicy to złodzieje. W Wilnie uważano to za absolutną oczywistość. Tak jest postrzegana polityka, a ludzie mają prawo, by wyrażać tego typu opinie, także dzisiaj. Ja natomiast nigdy tak nie uważałem, mam o niej bardzo dobre zdanie.

O ile ja jestem w platformie szarą myszką, to Andrzej Olechowski jest kompletnie szarą myszką, która raz na dwa lata wpada do spiżarni, żeby podeżreć trochę mąki.

Mam nadzieję, że nie jestem zbyt zarozumiały, proszę pana, ale wierzę, że historia będzie dla mnie łaskawa, bo zamierzam ją spisać.

To wszystko stało się bardzo nagle i bardzo przypadkowo (…) Wracając z uniwersytetu wstąpiłam z koleżanką do baru mlecznego, do którego nigdy wcześniej nie chodziłam. Posilał się tam akurat fotoreporter ,,Dookoła świata”, Barącz, który przyjechał do naszego miasta, by zrobić zdjęcia jakiejś dziewczyny w związku z konkursem "Gwiazda tygodnia". No i stało się. Sfotografował mnie.

Zejdę, jak zejdzie Edward Gierek!

Na scenie Kabaretu Pod Egidą, gdy Jan Pietrzak namawiał go do zakończenia spontanicznego popisu, mówiąc: „Jasiu, zejdź!”
strona cytatu
powiązane hasła: anegdota

(…) pojechaliśmy na cmentarz, na kwatery „Zośki” i „Parasola”. I tam spotkaliśmy siwego pana, to jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w moim życiu. Stał i sam dla siebie robił listę poległych dziewczyn. Opowiadał beznamiętnym tonem, jak wyglądały, opisując ich kolor oczu, włosów, urodę, charakter. Potem mówił, że znaleźli jej szkielet na Długiej, tam, gdzie zginęła. Mówił to z autentycznej potrzeby, to w nim siedziało i musiał wyrzucić to z siebie. Potem w domu oglądałem transmisję tej inscenizacji z aktorami wchodzącymi do kanału. Między autentycznym przeżyciem a szopką wokół przeżycia było to, co mnie uwiera. Wszystko, co jest machaniem sztandarem czy hasłem patriotyzmu, jest sztuczne.

Na koniec opowiem anegdotę o stanie wojennym, ale uprzedzam, że jest prawdziwa, gorzka i przewrotna. Wezwał mnie kiedyś wysoki urzędnik resortu kultury. Straszył, mówił, jakie mają na nas haki, a w końcu zapytał, po co występuję w kościołach. Odpowiedziałem, że wszystko jest takie szare, a tam widzę same uduchowione twarze. A on na to: „Co pan pier…, przecież połowa to nasi!”.

Z tego filmu najlepiej pamiętam, jak Beata dała mi w mordę. Cała reszta się zatarła. Nie wiem nawet, za co oberwałem.

A z tego spektaklu to nic nie pamiętam poza tym, że biegaliśmy dookoła klombu. Następnego dnia po emisji telewizyjnej statystowałem akurat w filmie Marysia i Napoleon. Gustaw Holoubek wyłowił mnie z tłumu i spytał: „A to pan wczoraj grał w tym strasznym przedstawieniu? Okropnie pan grał, ale był pan tam jedynym aktorem”. Przyjąłem to jako komplement.

O spektaklu Śluby panieńskie z 1966 w reżyserii Ireneusza Kanickiego. Źródło: Dorota Wyżyńska, Jan Englert robi Fredrę, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 94, 21 kwietnia 2007 r.
o sobie
strona cytatu
To jest cytat o Gustawie Holoubku, zobacz cytaty o Gustawie Holoubku
powiązane hasła: anegdota

Wcześniej tego roku pojechaliśmy na narty. Byłem właśnie w sklepie, gdzie płaciłem rachunek, i stała tam pewna znana mi pobieżnie kobieta. Czekałem na swój rachunek, a ona coś kupowała, sitko do herbaty. Zupełnie nagle zapytała mnie: „Gdzie zginął twój ojciec?” Byłem bardzo zaskoczony, wyrzuciłem z siebie jakieś „Oh, Anzio”. I teraz: to jest kobieta mniej więcej w moim wieku, a więc gdzieś tak w okolicach czterdziestki. Powiedziała: „Mój ojciec także zginął na wojnie”. Najwyraźniej ktoś pożyczył jej egzemplarz The Final Cut, a ona wysłuchała go w całości i uznała za bardzo poruszający. Tak naprawdę to powiedziała, że wzruszył ją do łez. Powiedziała mi to, stojąc w sklepie, z pewnym wysiłkiem jak podejrzewam, i pamiętam, że pomyślałem wtedy: „To naprawdę wystarczy. I nie będzie miało żadnego znaczenia, jeśli Amerykanie tego nie kupią”.

Ucz się chłopcze łaciny, a ja zrobię cię panem.

Disce puer latine, ego faciam te mościpanie. (łac. makaroniczna) Według anegdoty słowa te Stefan Batory skierował do ucznia szkoły w Zamościu.
strona cytatu
powiązane hasła: anegdota

To za mała suma, aby opuścić Polskę.

Cytat rzekomy. Gdy Jan von Neumann, proponując Banachowi wyjazd do Stanów Zjednoczonych i pracę w zespole Norberta Wienera, zaproponował dowolnie wysokie wynagrodzenie. Źródło: Beata Maciejewska, Genialni z kawiarni Szkocka, „Magazyn na święto” (dodatek „Gazety Wyborczej”), 31 października–2 listopada 2014.
strona cytatu
powiązane hasła: anegdota

Proszę mi pozwolić powiedzieć, co Izraelczycy mają za złe Mojżeszowi. Tułał nas 40 lat przez pustynię, po to żeby doprowadzić nas do jedynego miejsca na Bliskim Wschodzie, w którym nie ma ropy!

Faraday to był jeden z twórców prądu elektrycznego. On jako jeden z pierwszych robił eksperymenty z prądem elektrycznym. Bawił się tą elektrycznością i nie wiedział, po co to komu. Jak fama poszła na jego temat, że jest taki syn kowala, który robi takie eksperymenty i wszystkich zadziwia, to przyjechał przedstawiciel rządu Jej Królewskiej Mości, obejrzał, pokręcił nosem i pyta „No ale po co to komu?”. No i legenda mówi, że Faraday odpowiedział „Nie wiem, po co, ale za pół roku pan to opodatkujesz”.

Mówiąc Lechem Wałęsą: elektron jest tu, a nawet tam. Jak rozmawiałem o tym z Szymonem Majewskim, to on zauważył, że Legia Warszawa też zachowuje się jak elektron – przy pełnych trybunach przegrywa, ale jak zamknąć stadion dla publiczności, to od razu jest lepiej.

Żeby wywalczyć sobie prawo robienia filmów, musiałam się zetknąć z wieloma dziwnymi ludźmi. Jednym z nich był Janusz Wilhelmi – szef kinematografii, inteligentny, pozbawiony skrupułów manipulator, gnida rodem z Dostojewskiego. Pamiętam, że wyciągnął mnie z niebytu i pozwolił mi wtedy na debiut, bo myślał, że w ten sposób skłóci mnie z Wajdą, którego dręczył i poniżał. (…) [Plan Wilhelmiego się nie powiódł], bo Wajda powiedział, żebym koniecznie robiła film, jako szef Zespołu Filmowego X był zresztą moim producentem.

Źródło: Piotr Czerkawski, Drżące kadry. Rozmowy o życiu filmowym w PRL-u, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, ISBN 9788380499171, s. 151
o sobie
strona cytatu
powiązane hasła: anegdota

W Egipcie, Turcji i Grecji tak zwane u nas babki zdumiałyby swoją wiedzą chemiczną lekarza, a znajomością psychologii przeraziłyby spowiednika.