Była bosa i obdarta jak owego dnia, gdy tak śmiało wtargnęła do jego pokoju, tylko że łachmany jej były o dwa miesiące starsze, bardziej dziurawe i jeszcze brudniejsze. Był to ten sam ochrypły głos, to samo ciemne czoło o skórze spękanej od słońca, to samo zuchwałe, błędne i niepewne spojrzenie. Poza tym, rzecz owa, twarz jej miała ten wyraz wystraszony i żałosny (...) Źdźbła słomy i siana tkwiły w jej włosach (...) A jednak z tym wszystkim była piękna.