Śniła mi się w takim skrócie miniona, straszliwa historia moja. Ta cała moja wtedy kruchość niewymowna.
Witek. Ty, Sted, jak się żegnasz z ludźmi, to zmuszasz ludzi, żeby tkwili w miejscu po pożegnaniu. Ty sobie odchodzisz, a oni spory czas nie mogą się z miejsca ruszyć.
Potem inne myśli się posypały i jeszcze inne, cała lawina, cała kawalkada, całe tabuny, tak że łeb mój miażdżony był pod tysiącliczebnymi kopytami. Ach, nikt nigdy nie będzie wiedział, jakim ciężkim cudem zlepia się potłuczony na drobniutkie części mózg.
Życie to nie teatr, ja ci na to odposiadam; Życie to nie tylko kolorowa maskarada; Życie jest straszniejsze i piękniejszy jeszcze jest; Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć! Ty i ja - teatry to są dwa.
Bo są takie chwile sprzyjające przed oczami i w życiu, że pragnie się mówić i pragnie się słuchania dla tego mówienia, bo wiedząc tym bardziej, że następna taka chwila słaba nie przyjdzie prędko, a wszystko narasta ciągle w tym milczeniu i zawziętości, i to może być bardzo niebezpieczne, ten wybuch kiedyś nagły możliwy, to pęknięcie nagłe i to rozlewisko potem ropy niewymówionej niewysłuchanej. Ale trudno jest niepomiernie znaleźć ucho, oko i serce wdzięcznie słuchające.
- No i jak to będzie? Z tym wszystkim - zapytał cicho z głębi lustra jeden z nich. - Dobrze będzie. Musi być dobrze - odpowiedział cicho z głębi lustra drugi z nich.
Bo zawsze byłem bardzo pojętny we wszystkim, tylko nie w życiu praktycznym przeklętym, które mnie bez przerwy zabija, choć wiem bardzo dużo o wielu innych rzeczach dosyć nieśmiertelnych...
Jestem niczyj Miałem ojca, miałem matkę Miałem też przyjaciół trzech. Było dobrze, było źle. Potem ona (on) się zjawiła. Chodzę tu, chodzę tam, W tłumie ludzi zawsze sam. Nikt mnie nie ma. Jestem niczyj.
Bo otwarły mi się wszystkie dawne rany stare, te zabliźnione, tak sądziłem, i cały byłem jeszcze raz kaleczony przez to wszystko, co już raz mnie kaleczyło, a potem zabliźniały się długo moje rany, bo trudno zapominam moim winowajcom, więc goiło się to wszystko długo bardzo, żeby w tej chwili na powrót się otworzyć, i cały byłem jeszcze raz kaleczony.
Kim jestem? Tyś jest swoim Ja. Tyś nazwiskiem. Podpisem na papierze. Wizytówką na drzwiach, inicjałami na sygnecie, imieniem na kartce kalendarza. Próżnym słowem. Suchą sylabą. Martwą literą. Niczym więcej? Niczym mniej.
Co pan sądzi o kobietach ze średnich warstw społecznych? - Ignorują swoich mężów i dość żywo reagują na przerwy w ruchu tramwajowym
Więc nie kuś mnie, śmierci. Nie kuś mnie, lubieżna kusicielko, łasico cmentarna. Nie kuś tak zabójczo.