Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Aleksander Sołżenicyn

Aleksander Sołżenicyn cytaty

Aleksander Sołżenicyn (ur. środa, 11 grudnia 1918; zm. niedziela, 3 sierpnia 2008) przeżył 89 lat, 7 miesięcy i 23 dni

Aleksander Isajewicz Sołżenicyn - rosyjski pisarz, laureat Nagrody Nobla. Opisywał terror i straszliwe warunki panujące w sowieckich łagrach.

Strona numer 7

Lepszy socjalizm! Żeby inaczej niż u Stalina! Pętak! Socjalizm bez Stalina to zwykły faszyzm.

s. 120.

- Słuchaj, a jeśli oni wszyscy zaczną teraz wracać, to co wtedy?
- Skąd mam wiedzieć – płaczliwie odpowiedział mąż. – Jakim prawem ich wypuszczają? Jak można tak okrutnie krzywdzić ludzi?

Panstwo bardzo było chybkie na areszty, ale bardzo marudne, gdy chodziło o wyznanie prawdy.

s. 243.

{...) sztuka pisania listów jest sztuką trudną. Piszemy listy często zbyt niedbale, a później dziwimy się, że tracimy bliskich sobie ludzi.

s. 218.

Nie tylko każdy inżynier i tłumacz instytutu, lecz również monterzy, tokarze, frezerzy, wszyscy chyba aż do przygłuchego i głupawego stolarza włącznie - wiedzieli, że całe to urządzenie powstaje według amerykanskich wzorów, ale w mocy była powszechna umowa, że istnieją tylko wzory krajowe: dlatego też amerykańskie pisma fachowe ze schematami i teoretycznymi artykułami o klippingu, które sprzedawano w Nowym Yorku w kioskach gazetowych, tu były ponumerowane, spięte sznurkami, opatrzone tajną klauzulą i chowane pod pieczęcią w kasach ogniotrwałych - żeby ich właśnie amerykanski szpieg nie wziął do ręki.

Dla matematyka nie ma żadnych niespodzianek w historii 17-ego roku. Przecież tangens przy parametrze 90-ciu stopni wznosząc się w nieskończoność, natychmiast wpada w przepaść nieskonczonej ujemnej. Podobnie też Rosja, która po raz pierwszy wzniosła się na wyżyny nie znanej przedtem wolności, natychmiast runęła w przepaść najgorszej tyranii.

s. 30.

Cała historia - to jedno wielkie kurewstwo! Jak złapiesz kogo za głowę - już pieczyste gotowe. Nic w niej nie jest słuszne ani niesłuszne! I nie ma czego ludziom wskazywać! I nie ma żadnych celów!...s. 75.

(...) wszystkie teorie sceptycyzmu czy tam agnostycyzmu lub pesymizmu, bez względu na to jak zmyślne i bezpardonowe - są (...) już w samym założeniu skazane na bezpłodność. Nie mogą przecież wskazywać ludziom drogi do działania - bo ludzie nie mogą zatrzymać się w drodze, a zatem nie mogą też wyrzec się teorii utwierdzających ich w czymś, wskazujących jakąś drogę. (...) Zrozum, ja sam uważam, że sceptycyzum bardzo jest ludzkości potrzebny.. Potrzebny jest, aby wbić klina w te zakute łby, żeby zatkać te fanatyczne gęby. Na rosyjskiej glebie jest szczególnie potrzebny, chociaż nadzwyczaj trudno go tu zaszczepć. Ale sceptycyzm nie może stać się twardym gruntem dla ludzkości. A jakiś grunt jest chyba potrzebny? (...)
Wątpliwości są dobre i potrzebne, ale czy człowiek nie musi w końcu czegoś kochać?

s. 76.

Byłeś niegdyś skrajnie niecierpliwy, wciąż się spieszyłeś i stale brak ci było czasu. Teraz masz go aż nadto, syt jesteś aż po dziurki w nosie tych miesięcy i lat – ubiegłych i przyszłych. I oto krążyć zaczyna w twoich żyłach błogi, uspokajający eliksir cierpliwości.

Ale raptem - nie dbając o prawa ekonomii ani rozwoju społecznego - zatrzymała się stara, opieszała, brudna krew w żyłach tej przysadzistej, dziobatej jednostki.

Tak to już jest: oni mogą każdego pozbawić wolności, nie dręczą ich wyrzuty sumienia. Jeśli zaś ktoś z nas zechce odzyskać tę wolność, wyrwać im ją z łap - to żądają od niego w zamian życia, jego własnego życia, i życia każdego, kogo on po drodze spotka.
Im wolno wszystko, a nam nic. Oto dlaczego są od nas silniejsi.

Mężczyźni naszej epoki, całą swoją energię trwoniący na zdobywanie zarobku, stanowiska, władzy, utracili gen miłości wyższego rzędu. Inaczej z kobietami - dla nieomylnego instynktu niewieściego zbliżenie erotyczne jest tylko pierwszym stopniem prawdziwego, intymnego powinowactwa. (…) Zazdrość wypływa z urażonej miłości własnej. Prawdziwa miłość, nie znajdując echa, więdnie raczej i kostnieje, lecz nie przekształca się w zazdrość. Nie tylko nauka, sztuka i religia, lecz również miłość jest sposobem poznania świata.

Pochyliła się ku niemu Asia blisko, bliziutko i podsunęła pierś.
- Całuj! Całuj! - czekała, ponaglała, żądała.
I wdychając żywe, podarowane mu ciepło, z zachwytem i wdzięcznością zaczął jak prosiak miętosić łapczywymi ustami tę giętką sprężystość, zaklętą w kształt tak doskonały, że żaden malarz ani rzeźbiarz nie zdołałby stworzyć piękniejszego.
Łzy Asi kapały na jego ostrzyżoną głowę.
Nie odsuwała się, nie zabierała piersi, więc znowu i znowu powracał do sutka i delikatnie robił ustami to, czego nigdy nie zrobi z tą piersią przyszłe dziecko Asi. Nikt nie zaglądał do salki i Diomka bez końca obcałowywał nawisłe nad nim cudo.
Dziś cudo - a jutro do kubła.

Stary wróg, tłusty Churchill, świnia w sam raz na szaszłyk, przyleciał, żeby nacieszyć się cudzym nieszczęściem i wypalić na Kremlu parę cygar. Zdradzili Ukraińcy (w 44-ym roku roił mu się taki zamiar, żeby wysiedlić całą Ukrainę na Sybir, tylko kto by ich zastąpił, za dużo ich); zdradzili Litwini, Estowie, Tatarzy, Kozacy, Kałmucy, Czeczeńcy, Ingusze, Łotysze - nawet Łotwa, ta podpora rewolucji! I nawet swoi, to znaczy Gruzini, których chronił przed mobilizacją - też jakby czekali na Hitlera. I wiernymi swojemu Ojcu okazali się jedynie Rosjanie i Żydzi.
W ten sposób nawet kwestia narodowa, jego specjalność, zadrwiła sobie z niego... Ale, chwała Bogu, również te kłopoty się skończyły. Sporo zyskał, gdy udało mu się ograć Churchilla i tego świętoszka Roosevelta. Tak, jak teraz z tymi dwoma niedorajdami, udało mu się tylko raz, na początku lat dwudziestych. Kiedy miał odpowiadać na ich listy albo kiedy w Jałcie przerywał rozmowy i wracał do swoich komnat - to ledwie tłumił śmiech. Działacze państwowi! Uważają się za mędrców - a tymczasem głupi jak oseski. Wciąż wypytują: a jak to będzie po wojnie, jak to będzie? Wysyłajcie tymczasem samoloty, przysyłajcie konserwy, a jak się później świat urządzi, to dopiero zobaczymy. Rzuci im człowiek jakieś słówko, byle jakie słówko, a ci już się cieszą, już je wpisują do protokołu. Zrobi człowiek wzruszoną, życzliwą minę, a ci rozpływają się w dwójnasób. Dostał od nich za bezdurno, za funt kłaków: Polskę, Saksonię, Turyngię, własowców, kozaków Krasnowa, Wyspy Kurylskie, Sachalin, Port Artura, pół Korei, omotał ich nad Dunajem i na Bałkanach.

Przywódcy chłopskich stronnictw zwyciężali w wyborach i od razu szli do więzienia. Żwawo załatwiono Mikołajczyka, Beneszowi serce nawaliło, Masaryk wyleciał przez okno, kardynał Mindszenty przyznał się do zbrodni, a Dymitrow w kremlowskim szpitalu, na kardiologii, wyrzekł się swojego głupiego pomysłu Federacji Bałkańskiej.
I posłano do obozów wszystkich sowieckich ludzi, którzy zasmakowali europejskiego życia. I wrzepiono następne dziesięć lat wszystkim, którzy tylko raz siedzieli.
No, teraz już wszystko zaczynało dobrze się toczyć, tak się zdawało.

Zaufał zaś - jednemu tylko człowiekowi, jemu jedynemu w ciągu całego swego, pełnego podejrzeń, życia. Ten człowiek na oczach całego świata okazał tyle zdecydowania i w przyjaźni, i w nienawiści, z takim rozmachem obrócił hołoble, żeby podać przyjazną dłoń wczorajszemu wrogowi. To nie był gaduła, to był człowiek czynu.
I Stalin mu wierzył.
Człowiekiem tym był Adolf Hitler.
Z aprobatą i złośliwą uciechą Stalin przyglądał się, jak Hitler gromił Polskę...

I oto ufny czytelnik gazet, mały człowiek, przekracza z bijącym sercem próg sali sądowej, z przekonaniem że słuszność jest po jego stronie, ze wszystkimi argumentami w zanadrzu - i z przejęciem je wysypuje przed senne oczy sędziów, nie wiedząc wcale, że wyrok już zapadł i zmienić złowrogi, tendencyjny werdykt, który przepali mu pierś węglem krzywdy.

Prawa nie ma. Jest tylko - mur. I spoiwem cegieł tego muru jest kłamstwo.

Sędzia Awdiejewa tłamsi swoich ławników jak lwica parę jagniąt. (A propos - gdzież ci siwobrodzi, czcigodni sędziowie? Pełno teraz przebiegłych i szczwanych bab na stanowiskach sędziów). Ma na głowie grzywę, mówi męskim tonem, głos jej wibruje metalicznie i drży, gdy sama się upaja wzniosłością własnych formuł. Skoro tylko rozprawa przybiera obrót niezamierzony - Awdiejewa wpada w gniew, bije ogonem, pąsowieje, odbiera głos niepożądanym świadkom, próbuje zbić z pantałyku składających zeznania nauczycieli: "Więc ośmielacie się wątpić w rzetelność sowieckiego sądu?". "Jak mogło wam przyjść do głowy, że ktoś instruował dzieci? Widocznie sami uczycie dzieci kłamstwa?", "A kto właściwie był inicjatorem listu zbiorowego do wyższej instancji?". (W kraju socjalizmu niedopuszczalna jest sama idea akcji zbiorowych, kolektywnych działań! - kto? kto? kto?).

Jak to jest, że na żyznej rusi nie ma co jeść?

Galeria - kliknij aby powiększyć