Rosja nie była ani Zachodem ani Wschodem. Rosja była oddzielnym kontynentem, oddzielną cywilizacją, których było kilkanaście na Ziemi. Np. cywilizacja Chińska, Indyjska, Muzułmańska, nie było ich więcej niż kilkanaście.
Ze śmieci, z niczego, stali się miliarderami którzy niczego dla Rosji nie zrobili. Chapnęli to co im bezpłatnie, lub prawie bezpłatnie dali. Chapnęli i stali się miliarderami.
U nas to nazywało się polityczna klasa, to kilkuset ludzi którzy ogłosili: jestem profesjonalnym politologiem, jestem ekspertem od prawa, wy trzymacie nos w swojej czarną ziemię a my za was zdecydujemy.
Skąd jeszcze lepiej widać rosyjską rewolucję niż spoza krat przez nią wykutych?
Wydawałoby się, że w ciągu tysiąca stu lat istnienia Rosji jako państwa popełniono, wiele złych i strasznych czynów! Ale czy wśród nich był kiedykolwiek tak wielomilionowy czyn, jak ten: oszukać własnych żołnierzy i ogłosić ich zdrajcami?
W Rosji byli konserwatyści, reformatorzy, działacze państwowi - i nie ma ich. W Rosji byli duchowni, kaznodzieje, domorośli teologowie, heretycy, raskolnicy - i nie ma ich już. Byli w Rosji pisarze, filozofowie, historycy, socjologowie, ekonomiści - i już ich nie ma. Byli wreszcie rewolucjoniści, konspiratorzy, miotacze bomb, buntownicy - ich też już nie ma. Byli rękodzielnicy, co rzemykiem wiązali sobie włosy, rolnicy z brodą po pas, chłopi powożący trójkami, zuchowaci kozacy, wolni włóczędzy - nikogo, nikogo z nich już nie ma, włochata, czarna łapa wszystkich ich zmiotła w trakcie pierwszego tuzina tych lat. Ale jeden jedyny strumyczek przesączył się przez to pole zarazy - to my, elita techniczna. Nas. inżynierów i uczonych, jednak mniej powystrzelano i zesłano niż innych. A dlatego, że ideologię to im zmyśli byle szuja, podczas gdy fizyka słucha wyłącznie głosu swojego gospodarza. Myśmy zajmowali się naukami przyrodniczymi, a nasi bracia - społeczeństwem. No i proszę, my jeszcze żyjemy, a naszych braci już nie ma. Któż ma przejąć teraz tę nie zakończoną rolę humanistycznej elity, jak nie my? Jeżeli m y nie wtrącimy się do tego procesu, to kto?...I czy to nie jest w naszej mocy? Nie mając go w zasięgu, określiliśmy, ile waży Syriusz B i zmierzyliśmy amplitudę drgań elektronu - więc czy musimy zabłądzić w społecznym gąszczu? A tymczasem - co właściwie robimy? My w tych szaraszkach przynosimy na tacach silniki odrzutowe! rekiety V! szyfrujące telefony! a może nawet bomby nuklearne - byleby tylko nam było trochę lżej? I - bo to interesujące! Jakaż to z nas elita, jeżeli tak łatwo nas kupić?
(...) podczas rewolucji i długo jeszcze po niej słowo "Żyd" uchodziło za o wiele bardziej prawomyślne od słowa "Rosjanin". Rosjanina trzeba było sprawdzać - a kim byli jego rodzice? Czym się trudnili przed siedemnastym rokiem? Żyda zaś nie było co sprawdzać. Żydzi wszyscy jak jeden mąż sprzyjali rewolucji.
s. 506.
- Toć tam bure niedźwiedzie. Toć tam funkcje Leonarda Eulera nie będą nikomu potrzebne jeszcze przez trzy epoki mezozoiczne.
s. 50.
Z początku grawer opowiedział mu o swoich dwóch żonach w Rosji, następnie przeszedł do wspominków o życiu w Niemczech i o ślicznych Niemeczkach, z którymi tam romansował. Przeprowadził porównanie między Rosjankami a Niemkami i doszedł do nowego dla Sołogdina wniosku. Powiedział, że mając za sobą doświadczenia z jednymi i drugimi, woli Niemki, że rosyjskie kobiety są zbyt samodzielne, niezależne, zbyt czujne jakby w miłości - ich baczne oczy cały czasbadają ukochanego, wyszukują w nim słabe strony, to znajdują, że malo w nim szlachetności, to znów, że za mało męstwa - rosyjska kochanka wydaje ci się zawsze kimś równorzędnym; podczas gdy Niemka w rękach ukochanego gnie się jak trzcina, kochanek jest dla niej bogiem, jest największy i najlepszy na świecie., zdaje się na jego łaskę i niełaskę; nie śmie marzyć nawet o niczym innym, tylko - jakby odgadnąć jego życzenia. Dlatego w towarzystwie Niemek grawer czuł się mężczyzną i panem w o wiele większym stopniu.
s. 384.
(...) czy można kochać tak nędzny kraj? Ten naród bez Boga, sprawca tylu zbrodni, nie czujący przy tym żadnej skruchy - czy ten naród niewolników wart jest takich ofiar, tylu światłych głów bezimiennie idących pod topór? Jeszcze sto, ba, jeszcze dwieście lat ten naród będzie zadowolony, że ma swoje koryto - więc dla kogóż to rzucać na ten stos pochodnię myśli?
s. 532.
Jakakolwiek twarda polityka zagraniczna Rosji jest imperializmem albo absurdem, a silna władza w Rosji - tyranią.
Dla matematyka nie ma żadnych niespodzianek w historii 17-ego roku. Przecież tangens przy parametrze 90-ciu stopni wznosząc się w nieskończoność, natychmiast wpada w przepaść nieskonczonej ujemnej. Podobnie też Rosja, która po raz pierwszy wzniosła się na wyżyny nie znanej przedtem wolności, natychmiast runęła w przepaść najgorszej tyranii.
s. 30.
I oto ufny czytelnik gazet, mały człowiek, przekracza z bijącym sercem próg sali sądowej, z przekonaniem że słuszność jest po jego stronie, ze wszystkimi argumentami w zanadrzu - i z przejęciem je wysypuje przed senne oczy sędziów, nie wiedząc wcale, że wyrok już zapadł i zmienić złowrogi, tendencyjny werdykt, który przepali mu pierś węglem krzywdy.
Jak to jest, że na żyznej rusi nie ma co jeść?
Historia jest nudna, że aż mdli przy czytaniu. Jak przy lekturze "Prawdy". Im człowiek szlachetniejszy i uczciwszy, tym bardziej po chamsku postępują z nim rodacy.
s. 75.