- Wolność dawnoście mi zabrali a zwrócić mi jej nie możecie, bo wam samym jej brak. (...)
A w ogóle, to zrozumcie nareszcie - i powiedzcie tam wyżej komu należy, że jesteście mocni tylko o tyle, o ile zabieracie ludziom nie wszystko. Człowiek, któremu zabraliście wszystko, już wam nie podlega, już znowu jest wolny.
I oto ufny czytelnik gazet, mały człowiek, przekracza z bijącym sercem próg sali sądowej, z przekonaniem że słuszność jest po jego stronie, ze wszystkimi argumentami w zanadrzu - i z przejęciem je wysypuje przed senne oczy sędziów, nie wiedząc wcale, że wyrok już zapadł i zmienić złowrogi, tendencyjny werdykt, który przepali mu pierś węglem krzywdy.