- Nie! - Clary ostrzegawczo uniosła rękę. - Teraz nie jestem w nastroju. - Chyba pierwszy raz słyszę coś takiego od dziewczyny. - Trzymaj się mnie, a nie będzie ostatni.
- Wszystko w moim życiu jest trochę niezwykłe, ale to samo mogę powiedzieć o tobie, prawda? - Jej oczy błyszczały. - Jace Herondale bardzo dobrze gra na pianinie. - I zdaje sobie z tego sprawę. - To takie w stylu Herondale'ów - zaśmiała się Tessa.
- O nie. Nie znoszę czekolady. Herondale wyglądał na wstrząśniętego. - Jak można nie znosić czekolady? - On je wszystko odkąd skończył dwanaście lat - odezwała się z łagodnym uśmiechem Agatha. - Pewnie tylko dzięki treningom nie tyje.
- Ja zaproponowałem, żeby cię sprzedać Cyganom z Hampstead Heath - przeniósł wzrok na Charlotte. - Słyszałem, że kupują kobiety jak konie. - Will, przestań - skarciła go pani Branwell. - To niedorzeczne. Herondale odchylił się na oparcie krzesła. - Masz rację. Nikt by jej nie kupił. Jest zbyt koścista.
Odwróciła głowę i jej wzrok padł na podłogę pod łożem z baldachimem. - Panie Lightwood, czy pod pańskim łóżkiem są rogaliki?
Może Jace potrafi obciąć głowę demonowi Dusien z odległości pięćdziesięciu stóp, mając do dyspozycji tylko korkociąg i gumkę recepturkę, ale czasami myślę, że nie za bardzo zna się na ludziach.
- Nie proszę, żebyś mnie obłapiał w Galerii Szeptów - wybuchła Tessa. - Ale, na Anioła, przestaniesz wreszcie być taki uprzejmy? Will popatrzył na nią ze zdumieniem. - Nie wolałabyś... - Nie. Nie chcę, żebyś był uprzejmy! Chcę, żebyś był Willem! Nie pokazuj mi pereł architektury, jakbyś był przewodnikiem Beadekera, tylko mów rzeczy straszne, szalone, śmieszne, układaj piosenki, bądź... - Willem, w którym się zakochałam - sobą. Bo inaczej zdzielę cie parasolką. (...) Tessa się roześmiała. - I właśnie o to chodziło. Nie uważasz, że tak jest lepiej? - Nie wiem. - Will zmierzył ją wzrokiem. - Boję się odpowiedzieć. Kiedy się odzywam, Amerykanki od razu chcą mnie bić parasolkami.
Zawsze uważałem, że nie można naprawdę się zgubić, jeśli się zna własne serce. Ale mogę się pogubić, nie znając twojego.
- Nasza miłość jest zakazana jak miłość rekina i...rybaka. Ale to czyni ją wyjątkową. - Tak? - A które z nas jest rekinem?
- Robisz za duże kroki - stwierdził Will. (...) - Camille chodzi delikatnie jak faun po lesie, a nie jak kaczka. - Nie chodzę jak kaczka. - Lubię kaczki - wtrącił dyplomatycznie Jem. - Zwłaszcza z Hyde Parku. (...). Pamiętasz jak próbowałeś kiedyś mnie namówić, żebym rzucił im pieróg nadziewany mięsem, bo chciałeś sprawdzić, czy uda się wyhodować rasę kaczek kanibali? - I zjadły go - przypomniał Will. - Krwiożercze małe bestie. Nigdy nie ufaj kaczkom.
- Wiem, że go nie lubisz. - Mylisz się. Nie lubię wody sodowej bez gazu. Nie lubię gównianych boysbandów. Nie lubię tkwić w korkach. Nie lubię prac domowych z matmy. A Jace'a nienawidzę. Dostrzegasz różnicę?
- Will jest ...trudny - stwierdził Jem. - Ale w rodzinie tak bywa. Gdybym nie uważał Instytut za najlepsze miejsce dla ciebie, Tesso, nie mówiłbym, że tak jest. I można stworzyć sobie własną rodzinę. Wiem, że nie czujesz się człowiekiem, tylko odmieńcem, niezasługującym na życie i miłość, ale ... - Głos mu się lekko załamał. Po raz pierwszy Tessa usłyszała w nim niepewność. - Zapewniam cię, że właściwemu mężczyźnie to nie będzie przeszkadzać.