- Oszustwo reklamowe - powiedział. - Słucham? - Powiększacze piersi to oszustwo reklamowe. Powinien być na to paragraf. - Tak jest. Co robią politycy w Waszyngtone? Gdzie są, kiedy trzeba rozwiązać żywotne problemy kraju ?
- To mój ojciec- wyjaśnił. - Wiem, powiedziała ci to Wielka Cyndi. A poza tym kilka razy powtórzyłeś słowo "tato". Połapałem się w mig, już taki mam talent. - Na jutro umówił się ze mną na lunch. - Mam się tym przejąć dlatego... - Tylko cię informuję. - Wieczorem zanotuję to w swoim pamiętniku.
- Hester to lesbijka. - Właśnie. To jedyne racjonalne wyjaśnienie, dlaczego ci się oparła. - Albo w grę wchodzi zjawisko paranormalne.
Win sprawdził w lusterku fryzurę.- Nie łatwo jest być przystojnym, rozumiesz. - Ale się nie uskarżasz. - Już taki jestem.
- To tylko ja, tato. - To ty, Myron? - Tak, tato. - Wszystko w porządku, synu? - Jak najbardziej, tato. - Po co wstałeś? Jesteś chory? - Idę do łazienki. Robię to samodzielnie odkąd skończyłem czternaście lat.
Świat to nie plac zabaw, na którym wszyscy są równi, Drew. Potrzebne jest jakieś wsparcie. Jeśli go nie masz, musisz je sobie wyrobić.
Pierwsza z zasad Van Dane'a dotyczących konsumpcji alkoholu brzmiała: jeśli do piwa trzeba coś dodać, wybierz inne.
Takie jest życie, no nie? Śmierć budzi chęć do życia. Świat to mnóstwo cienkich linii rozgraniczających to, co uważamy za ekstremum.
Sport jest podobno lustrem życia, lekcją, sprawdzianem wytrzymałości i siły, przygotowaniem do życia w prawdziwym świecie.
- Zbadaliśmy?! Jacy my, do kurwy... - Dimonte'a zawiódł głos.- Chryste, tylko nie mów mi, że wciągnąłeś w to tego psychojapiszona. Kto poznał Wina, ten go kochał.
- Jeśli wyeliminować niemożliwe, to co zostaje, obojętnie jak nieprawdopodobne, musi być prawdą- przypomniałem. - Sir Arthur Conan Doyle - rzekł Mario.
Widok Wina o mało nie przyprawił Sawyera Wellsa o zadyszkę. - Zwietrzył nowego klienta- rzekł Myron. - Albo nie widział jescze tak przystojnego mężczyzny. - Pewnie. To najbardziej prawdopodobna przyczyna.
Jesz mięso? Nosisz skórzane rzeczy? Nawet weganie zabijają robaczki, orząc pole. Nikt z nas nie ma czystych rąk.
Wielka Cindy oparła swe potężne pięści na biodrach. To oznaczało, że znalazły się w sporej odległości od siebie.