Ludzie mają już dość tych wszystkich politycznych rozmazańców: kombinatorów z SLD, skoczków z PO, przechrztów z PiS czy gamoni z PSL. Chcą kogoś zdecydowanego i twardego. Ja taki jestem i za takiego mnie uważają.
Kierunek, żeby pójść w kierunku przedsiębiorców i gospodarki, uważam za jak najbardziej racjonalny i potrzebny.
Kiedyś panu Rokicie mówię: „Wie pan, czym się różnimy? Że pan jest inteligentny, ale pan inteligencji się uczył, a ja inteligentny urodziłem się”.
Kiedy w listopadzie ub. roku byłem pierwszy raz w Strasburgu, chodziły za mną trzy polskie kamery telewizyjne. Oni już wiedzieli nawet, w którym pokoju mam się spotkać z Le Penem. A ja z Le Penem nigdy w życiu się nie spotykałem. Jego linia - antysemicka, przeciw mniejszościom narodowym - mi po prostu nie odpowiada.
Jestem socjalliberałem. Pojęcie socjalliberalizmu jest zakorzenione od kilkudziesięciu lat w programach wielu ugrupowań zachodnioeuropejskich. Socjalliberał chce prowadzić taką politykę ekonomiczną, która umożliwia przedsiębiorcy swobodne działanie bez biurokratycznego gorsetu.
Jestem normalnym mężczyzną, co prawda kobiety nie pchają się drzwiami i oknami, ale gdyby tak było, pewnie wykorzystałbym to.
Ja się nie zmieniłem, zawsze byłem takim małym kapitalistą, tylko w różnych momentach różne aspekty podkreślać trzeba.
Ja jestem dzieckiem pegeeru i nie wstydzę się tego. W 80% w 1989 r. pegeery przynosiły już zyski w Polsce. Były kuźnią nowych technologii.
Ja im powiedziałem kiedyś tak: Wy jeszcze idźcie do takiej niani która żyje w mojej miejscowości. I mama powiedziała i ta niania miała pretensje do mnie, że jak leżałem w kołysce to ją w rękę ugryzłem. Już chuliganem w kołysce byłem.
Ja i tak jestem cierpliwy, że wytrzymałem tam wczoraj i Morozowski nie dostał w papę, za przeproszeniem, za to, co zrobił. Bo powinien był dostać za to proszę państwa. To jest po prostu takie chamskie zachowanie. Naprawdę chamskie zachowanie. Ale ja na chamstwo chamstwem nie odpowiadam, tylko kulturą i kulturalnie wytrzymałem.
Ja bym skłamał, gdybym mówił, że pracuję (...) Ja mam obowiązek wobec ludzi. Trudno, żebym jechał na spotkanie, przed wsią stawał, ziemią ręce brudził, odciski sobie robił i mówił: Chłopy, ja jestem z was!. Nie. Ja jestem ich przywódcą!
Ja bardzo dokładnie przestudiowałem sobie książkę Le Bona „Psychologia tłumu”. No, opracowania Goebbelsa również – nie boję się tego powiedzieć – który był wielkim człowiekiem w dziedzinie socjotechniki i ustawiał Hitlera jak ma stanąć, jak rękę podnieść, jak się odezwać, gdzie co zrobić. Radziłbym, żeby wszyscy skorzystali z tego i wypadali tak samo jak ja.
Gdyby Lepper wyszedł do marszałka i uderzył go w gębę albo napluł mu w twarz, cała prasa by pisała na pierwszym miejscu. Ale że Lepper mówi, że złodzieje rządzą Polską, to już jest normalne dla dziennikarzy.
„Gazeta Wyborcza” też napisała, że byłem cztery razy w Urugwaju, aby brać pieniądze od polonijnego działacza Jana Kobylańskiego (...) A co to, nie wolno już do Urugwaju jeździć? Czy „Gazeta Wyborcza” jakiś zakaz wydała?