- Za nic, messer - wrzasnął kot i natychmiast wylazł spod łóżka z koniem w łapie.
- Pragnę polecić pani... - zaczął Woland, ale sam sobie przerwał: - Nie, nie mogę
patrzeć na tego błazna. Proszę popatrzyć, co on z siebie zrobił pod tym łóżkiem!
Zakurzony, stojący na tylnych łapach kocur kłaniał się tymczasem Małgorzacie.
Miał teraz pod szyją białą muszkę, a na piersiach dyndało mu na rzemyku oprawne w
masę perłową damskie lorgnon. Poza tym pozłocił sobie wąsy.
Lepiej iść do łóżka bez obiadu niż budzić się z większym długiem.