Dotknął jej włosów, jakby licząc bielutkie jak śnieg pasemka. Dotknął zdeformowanego blizną policzka. Potem przytulił, gładził po głowie i plecach. A ona, wstrząsana płaczem, pozwalała mu na to, a ręce trzymała sztywno niczym strach na wróble.
- Dziwna to rzecz, przeznaczenie - usłyszała szept. - Żegnaj, córko.
Możesz mnie pobić, ale jak dotkniesz moich włosów to Cię zabije !