Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

- Niektórzy ludzie uważają, że Nocni Łowcy to mit. Jak mumie i dżiny. - Kyle wyszczerzył się do Jace'ego. - Potrafisz spełniać życzenia? [...]
- To zależy - odparł. - Chcesz dostać pięścią w twarz?[...]
- Co to jest, do diabła? Jakaś pułapka? Dlaczego mnie zaprosiłeś i pozwoliłeś u siebie zamieszkać? Wilkołaki nienawidzą wampirów.
- Ja nie - oświadczył Kyle. - Chociaż za tymi nie przepadam. - Wycelował palec w Jace'ego. -Uważają, że są lepsi od wszystkich.
- Wcale nie - zaprotestował Jace. - To ja uważam, że jestem lepszy od wszystkich. I tę opinię potwierdza mnóstwo dowodów.
Kyle spojrzał na Simona.
- On zawsze tak gada?
- Tak.
- Czy coś jest w stanie go uciszyć? Oczywiście, coś innego niż stłuczenie na kwaśne jabłko.
Jace odszedł od okna.
- Chciałbym, żebyś spróbował.
Simon wkroczył między nich i oświadczył zdecydowanie:
- Nie pozwolę wam się bić
- A co zrobisz, jeśli...No, tak. - Jace powiódł wzrokiem ku Znakom na czole Simona. Uśmiechnął się niechętnie. - Więc grozisz, że zamienisz mnie w coś, czym można posypać popcorn, jeśli nie robię tego, co chcesz?

Chwalebna, aczkolwiek sentymentalna interpretacja. Niestety, mało prawdopodobna.

Magnus wiele razy słyszał historię o tym, jak zostali stworzeni Nefilim. Najwyraźniej pomijano w niej fragment brzmiący: "Anioł zstąpił z wysoka i dał swoim wybrańcom fantastyczne mięśnie brzucha".

Zrobiłabyś wszystko, żeby go uratować [...] Bez względu na koszty, bez względu na dług wobec piekła czy nieba, prawda ?

- Kiedy wyjechałeś, czułam to tutaj. - Emma dotknęła ramienia na wysokości wyrysowanego na nim runu parabatai. - A ty?
Przytknęła rozcapierzoną dłoń do jego piersi. Julian nosił run parabatai tuż pod obojczykiem, jakieś pięć cali powyżej serca.
- Ja też. - Rzęsy Juliana opadły, gdy powiódł wzrokiem za jej palcami. - Bolało, kiedy byłem daleko od ciebie. Jakbym miał hak zaczepiony o żebra, za który ktoś ciągnie z drugiej strony. Jakbym był do ciebie na stałe przywiązany, bez względu na dzielącą nas odległość.

- Przyziemni o wszytko podejrzewają satanistów - mruknął Malcolm. - Tymczasem większość złych kultów oddaje cześć zupełnie innym demonom niż Lucyfer. Lucyfer jest sławny, bardzo trudno dostępny i niechętny do wyświadczania przysług. Nadzwyczaj niewdzięczny obiekt kultu.

- Mamo, tato... - Mówił zdecydowanym, ale łagodnym tonem. - Jest coś, co muszę wam powiedzieć. - Uśmiechnął się do rodziców. - Spotykam się z kimś.
Robert Lightwood spojrzał na syna z lekką irytacją.
- Alec, to nie pora...
- Owszem. To ważne. Nie tylko spotykam się z kimś... - Słowa wypływały z jego ust, podczas gdy rodzice patrzyli na niego z konsternacją, a Isabelle i Magnus z niemal identycznym zdumieniem. - Spotykam się z Podziemnym. Spotykam się z czar...Magnus ledwo dostrzegalnie pstryknął palcami. Powietrze wokół zamigotało, a on sam wywrócił oczami i osunął się na podłogę jak ścięte drzewo.
- Alec! - krzyknęła Maryse i przytknęła dłonie do ust.
Isabelle, stojąca najbliżej, uklękła nad bratem. Tymczasem Alec już zaczynał się ruszać. Zamrugał i otworzył oczy.
- Co...co...dlaczego leżę na podłodze?
- Dobre pytanie. - Siostra spiorunowała go wzrokiem. - Co to było?
- Co? - Alec usiadł, trzymając się za głowę. Przez jego twarz przemknął wyraz niepokoju. - Zaczekaj. Czy coś powiedziałem? Zanim zemdlałem?
Jace prychnął.
- Zastanawialiśmy się, czy Znak Clary działa? Owszem, działa.
Alec zrobił przerażoną minę.
- Co powiedziałem?
- Że się z kimś spotykasz - odezwał się jego ojciec. - Tylko że nie wyjaśniłeś, dlaczego to takie ważne.
- Nie jest - zapewnił pospiesznie Alec - To znaczy, z nikim się nie spotykam. I to nie jest ważne. W każdym razie nie byłoby ważne, gdybym się z kimś spotykał, a nie spotykam się.
Magnus spojrzał na niego jak na idiotę.
- Alec bredzi - stwierdził. - Skutki uboczne działania demonicznych toksyn. Bardzo niefortunne, ale wkrótce będzie dobrze.

Tłum ludzi, a mimo to samotność.

Mogłaby zamknąć oczy, udawać, że wszystko jest w porządku. Wiedziała jednak, że nie da się żyć z zamkniętymi oczami.

Jace zobaczył, jak Clary odwzajemnia wzrok i posyła mu całusa, a jej rude włosy podskakują w końskim ogonie. Była tak drobna, delikatna niczym lalka, jak zresztą kiedyś ją postrzegał, zanim nie dostrzegł tego jaka jest silna.

- Magnus Bane - powiedział Barnabas z nieskrywaną nienawiścią - Podły Zdrajca.
- Nie jest to moje ulubione przezwisko - odparł Magnus, grożąc delikatnie palcem Barnabasowi. - Wolę "Nasz Pan i Władca", albo "Niewątpliwie Najprzystojniejszy".

Clary przypomniało się ich pierwsze spotkanie. Pomyślała wtedy, że wygląda jak lew. Piękny i śmiertelnie niebezpieczny. Teraz był inny. Zniknęła twarda, obronna skorupa, którą przywdziewał jak zbroję. Zamiast niej dumnie obnosił się z ranami. Nie użył steli, żeby usunąć siniaki z twarzy i szyi. Ale dla niej był teraz jeszcze piękniejszy, bo ludzki. Ludzki i prawdziwy.

Nie można zmienić przeszłości. Można iść tylko naprzód.

- Może więc jest dziewczyną, która do szaleństwa się we mnie zakochała i teraz upiera się, żeby mi wszędzie towarzyszyć
- Mój talent polega na zmianie postaci, a nie udawaniu - wtrąciła Tessa.
Jem się roześmiał, a Will spiorunował go wzrokiem.
- Pokonała cię, Will - stwierdził Jem. - Czasami się to zdarza, prawda?

- Tak działa twój seksapil wampira - skomentował Matt. - Damy nie mogą ci się oprzeć.
- Och, na litość boską - zirytowała się Clary. - Nie ma czegoś takiego jak seksapil wampira.

- Zrobiłbyś to? - spytał Luke. - Zabiłbyś własnego ojca?
- Tak - odparł Jace, głosem odległym jak echo. - Teraz powinieneś powiedzieć mi, że nie mogę go zabić bo w końcu jest przecież moim ojcem, a ojcobójstwo to niewybaczalna zbrodnia.
- Nie. Teraz powiem ci, że musisz być pewny że zdołasz to zrobić - odparł Luke.

- Powiedz, że mnie kochasz - powiedział, wtulony w jej szyję. - Nawet jeśli w to nie wierzysz.

Umrzeć za przyjaciela nie jest trudno. Trudno jest znaleźć takiego, za którego warto umrzeć.

Clary uśmiechnęła się do Luke'a.
- Więc nie zostajesz w Idrisie?
- Nie. - Wyglądał na szczęśliwego jak nigdy. - Pizza jest tutaj okropna.

Maia była spokojnym światłem w ciemności, Isabelle rozżarzoną gwiazdą, wirującą w pustce.