- W czasach gdy Pan Nasz Ford był jeszcze na ziemi, żył chłopiec nazwiskiem Rojben Rabinowicz. Rojben był dzieckiem rodziców mówiących po polsku. - Tu dyrektor przerwał. - Wiecie, mam nadzieję, co to jest "polski"? - Martwy język. - Jak francuski i niemiecki - dodał inny student, popisując się swoją wiedzą. - A "rodzice"? - pytał dyrektor RiW. Zapadło niepewne milczenie. Kilku chłopców zarumieniło się. Nie nauczyli się jeszcze dostrzegać znaczącej, ale często nader subtelnej różnicy między wiedzą czystą a niezbyt czystą. Jeden z nich odważył się w końcu unieść rękę. - Ludzie byli dawniej... - zawahał się; rumieniec oblał jego twarz. - No więc, oni byli żyworodni. - Dobrze - dyrektor z aprobatą kiwał głową. - A gdy dzieci zostały wybutlowane... - Urodzone - poprawił dyrektor. - No, to wtedy oni byli rodzicami...to znaczy nie dzieci, tylko tamci drudzy - biedny chłopiec ze zmieszania tracił głowę.
- Czy miałeś kiedyś uczucie (...) jak gdyby coś tkwiło w twoim wnętrzu, czekając tylko, aż pozwolisz temu czemuś się wydobyć? Coś jak nadmiar mocy, którego nie wykorzystujesz...no, wiesz, jak woda, która spada swobodnie w dół, zamiast poruszać turbiny?
- Wolę pozostać sobą - opierał się - Sobą, choćby nieprzyjemnym. A nie kimś innym, choćby nawet wesołym.
Potrafię współczuć cudzym bólom, ale nie przyjemnościom. Jest coś dziwnie nudnego w szczęściu innych ludzi
Najbardziej złożone zdarzenia, z jakimi przychodzi nam się zmierzyć, dotyczą historii ludzkości. Gdybyśmy mieli ustalić przyczyny (...) musielibyśmy, (...) uwzględnić ogromną różnorodność (...) Sporządzenie wyczerpującej listy tych istotnych z praktycznego punktu widzenia "przyczyn", określenie ich relatywnej wagi, interakcji zachodzących między nimi - to zadanie ogromnie trudne. Tak trudne, że w istocie wykraczające poza możliwości umysłu ludzkiego na obecnym etapie jego rozwoju. Niestety, nierozwiązywalność danego problemu nigdy dotąd nie powstrzymała nikogo od preferowania rozwiązań, o których słuszności jest on przekonany. Przyjęta metoda to zawsze nadmierne uproszczenie. Ignoruje się zatem wszelkie zdarzenia poprzedzające to, które rozważamy, z wyjątkiem poprzedzających je bezpośrednio; historię zaś traktuje się tak, jakby zaczęła się zaledwie wczoraj. Jednocześnie wyrzuca się z umysłu niewygodną złożoność zjawisk. Ludzi redukujemy do pasujących do naszych założeń abstrakcji. Różnice charakterów, talentów i motywacji ulegają zrównaniu poprzez ujednolicenie. Zdarzenie przedstawione zostaje w sposób wystarczająco prosty, by umożliwić jego wyjaśnienie przez pryzmat bardzo nielicznych "przyczyn", być może nawet tylko jednej. Wyciągnięty w ten sposób wniosek teoretyczny służy następnie niejednokrotnie jako drogowskaz przyszłych działań. Nic więc dziwnego, że ich wyniki jawią się jako niezadowalające. Nadmierne uproszczenie to fatalny błąd, natomiast wyczerpujące i prawidłowe określenie wszystkich faktycznie istotnych przyczyn zdarzenia złożonego jest po prostu niemożliwe. Czy jesteśmy więc skazani na wieczne niezrozumienie historii, a tym samym niezdolni do wyciągania wniosków z doświadczeń przeszłości? (...) (...) jesteśmy (...) w stanie (...) opracować strategię choćby w niewielkim stopniu mniej samobójczą niż ta, którą stosowaliśmy w przeszłości.
Soma ukoi gniew, pogodzi z wrogami, doda cierpliwości i wytrwałości. Dawniej można to było osiągnąć tylko wielkim wysiłkiem po latach trudnych ćwiczeń woli. Dziś połyka się dwie lub trzy półgramowe tabletki i załatwione. Dziś każdy obdarzony jest cnotami. Co najmniej połowę swej moralności nosi w fiolce. Chrześcijaństwo bez łez, oto czym jest soma." - Mustafa Mond
A poza tym musimy myśleć o naszej stabilności. Nie potrzeba nam zmian. Każda zmiana zagraża stabilności. To dalszy powód, dla którego tak niechętnie wprowadzamy nowe wynalazki. Każde odkrycie w naukach teoretycznych jest potencjalnie wywrotowe; nawet naukę musimy niekiedy traktować jak ewentualnego wroga. Tak, nawet naukę.
Nic dziwnego, że (...) wielcy businessmeni są takimi entuzjastami pracy. Praca daje im krzepiące złudzenie, że istnieją, a nawet, że są potrzebni. Gdyby przestali pracować, uświadomiliby sobie, że większość z nich w ogóle nie istnieje. Że są po prostu dziurami w powietrzu, niczym więcej. Dziurami, w których jest trochę niemiłej woni. Przypuszczam, że większość smilesowskich dusz musi mieć przykry zapach. Nic dziwnego, że nie mają odwagi przestać pracować. Mogliby zobaczyć, czym są w rzeczywistości, a raczej czym nie są. Nie mają odwagi narazić się na takie ryzyko.
Musisz doznawać bólu i trosk, inaczej nie stworzysz tekstów prawdziwie dobrych, przeszywających jak promienie Roentgena.
Człowiek wybutlowany i uwarunkowany jako alfa zwariowałby, gdyby mu przyszło wykonywać pracę epsilona półkretyna; zwariowałby albo by zaczął tłuc wszystko dookoła. Alfy można w pełni socjalizować, ale tylko pod warunkiem, że da się im pracę alf. Tylko od epsilona można oczekiwać właściwego epsilonom poświęcenia, to zaś z tego prostego powodu, że dla niego nie są to poświęcenia, lecz działania po linii najmniejszego oporu. Warunkowanie wyznaczyło mu tor, po którym ma się poruszać. Inaczej nie potrafi; jego los jest z góry ustalony. Nawet po wybutlacji pozostaje niejako w butli - w niewidzialnej butli wpojonych mu w fazie embionalnej i w dzieciństwie zachować." - Mustafa Ford, rozmowa z Dzikusem
W świecie, w którym edukacja jest w głównej mierze słowna, bardzo wykształceni ludzie nie są w stanie skierować uwagi na cokolwiek poza słowami i pojęciami. (...) Nawet w naszej erze techniki, werbalistyczne nauki humanistyczne otacza się szacunkiem. Niewerbalne nauki humanistyczne, sztukę bezpośredniego uświadamiania sobie określonych faktów naszej egzystencji ignoruje się niemal całkowicie. (...) Kwestia edukacji w zakresie niewerbalnych nauk humanistycznych nie mieści się w żadnej ustalonej przegródce. Nie jest to religia, neurologia, gimnastyka, moralność, czy nauka o prawach i obowiązkach obywatela, ani nawet psychologia eksperymentalna. Skoro tak jest, temat ten, z punktu widzenia akademickiego czy kościelnego, nie istnieje i można go bezpiecznie ignorować lub pozostawić z protekcjonalnym uśmiechem, tym, których faryzeusze werbalistycznej ortodoksji określają mianem dziwaków, znachorów, szarlatanów i niekompetentnych amatorów.
Bogowie są sprawiedliwi. Bez wątpienia. Jednakże ich kodeks praw w ostatecznym rachunku ustalają ludzie organizujący społeczność. Opatrzność bierze wzory z rąk ludzi.
Chciałbym wiele czytać i zaspokajać swoją ciekawość różnych rzeczy, rozmyślać - nie jestem pewny dokładnie o czym, koniec końców nie sposób zaplanować myśli. Nie lubię biegania za kobietami, nie lubię tracić czasu na jałowe rozmowy towarzyskie ani na uganianie za tym, co jest praktycznie znane jako przyjemności. A jednak przekonuje się, ze z jakiegoś powodu i wbrew swojej woli spędzam większość czasu pogrążony właśnie w tych zajęciach - to niezbadany rodzaj obłędu.
(...) Uwielbiam nowe ubranka. (...) A stare ubranka są brzydkie. (...) Zawsze wyrzucamy stare ubranka. (...) Lepszy nowy wzór niż łatanie dziur. (...) Dużo łat nędzny świat.