- Pomyślałem, że mnie potrzebujesz - odparł Jem. - Zbudowałeś wokół siebie mur, a ja nigdy nie pytałem cię, dlaczego. Ale nikt nie powinien każdego ciężaru dźwigać sam. Pomyślałem, że wpuścisz mnie za ten mur, jeśli zostanę twoim parabatai, a wtedy przynajmniej będziesz miał kogoś, na kim mógłbyś się oprzeć. Zastanawiałem się, co może dla ciebie znaczyć moja śmierć. Kiedyś się jej bałem ze względu na ciebie. Bałem się, że zostaniesz sam za tym murem. Jednak teraz...coś się zmieniło. Nie wiem dlaczego. Ale wiem, że to prawda. - Co jest prawdą? - Will nadal ściskał nadgarstek Jema. - Że mur się wali.
Broń trzymana była pod kluczem, na ulicznym handlu lichtarzami [Kit] się nie znał, a kiedy nawet w ogromnej bibliotece natykał się na cenne pierwsze wydania rozmaitych książek, okazywało się, że niejaki "Will H.", dureń skończony, pogryzmolił większość z nich.
Wszyscy zmieniamy świat codziennie, każdego dnia, który przeżywamy. Musisz tylko zdecydować, w jaki sposób chcesz go zmienić.
- Jesteś bardzo niepoważny- zauważył Raphael z dezaprobatą, spoglądając na włosy Magnusa. - A ty bardzo piętnastoletni- odparował Magnus.
- Jakkolwiek by patrzeć - powiedział na głos, wymachując laską z małpią główką - osoby atrakcyjne i interesujące nie spadają po prostu z nieba. W tej właśnie chwili jasnowłosy Nocny Łowca, który wpadł mu w oko w Instytucie, zeskoczył ze szczytu muru, zrobił salto w powietrzu i z gracją wylądował na ulicy. - Olśniewające garnitury z Bond Street z czerwonymi brokatowymi kamizelkami nie spadają po prostu z nieba! - wykrzyknął na próbę Magnus.
Bo jeśli Julian wierzył, że cokolwiek może być bezgraniczne, to właśnie te dwie rzeczy: miłość i wyobraźnia.
Ze łzami płynącymi po twarzy Cecily przypomniała bratu piękną mowę, którą wygłosił na jej ślubie z Gabrielem, a na koniec rzekł: "Drogi Boże, myślałem, że ona wychodzi za Gideona. Cofam wszystko." ...
- Moja obiektywna opinia jako kobiety jest taka, że jeśli przyjmiecie Kyle'a do zespołu, podwoi to liczbę waszych fanek. - Co oznacza, że będziemy mieli dwie fanki zamiast jednej - skwitował Kirk.
Każdy zabija kiedyś to, co kocha - chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali. Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni. Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali. Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem, człowiek odważny - ostrzem zimnej stali.
Jest coś szczególnego w miejscu, w którym żyło się z kimś, kogo się kocha. Nabiera znaczenia w Twoim umyśle. Staje się czymś więcej niż po prostu miejscem, staje się destylatem tego, co do siebie czujecie. Chwile, które spędzasz w jakimś miejscu z ukochaną osobą...Stają się częścią zaprawy i cegieł. Częścią duszy tego miejsca.
- Fuj! - Simon skrzywił się po kilku łykach. - Martwa krew. Jace uniósł brwi. - A nie każda jest martwa? - Im dłużej zwierzę było martwe, tym gorzej smakuje jego krew - wyjaśnił Simon. - Świeża jest lepsza. - Ale ty przecież nigdy nie piłeś świeżej krwi. Tak czy nie? Simon też uniósł brew. - Oczywiście nie licząc mojej - dodał Jace. - A jestem pewien, że smakowała fantastycznie.