- Naprawdę jest zdegenerowany? - odezwał się z głębi drugiego fotela Jem. - Dziadek ma prawie dziewięćdziesiąt lat, trochę dużo jak na prawdziwą dewiację. - No nie wiem - odpowiedział Will. - Byłbyś zaskoczony, do czego są zdolni niektórzy staruszkowie w Diabelskiej Tawernie. - Żaden z twoich znajomych nie byłby w stanie niczym nas zaskoczyć, Will - wypaliła Jessamine, która leżała na szezlongu, z mokrym ręcznikiem na czole.
Widzę, kim jestem w twoich oczach, i staram się być tym człowiekiem, bo ty w niego wierzysz, a ja myślę, że wiara może wystarczyć, żeby uczynić mnie takim, jakiego chcesz
- Zawsze wiedziałem, że większość z was jest strasznie głupia. Nawet Jace. Jesteś ładny, ale niezbyt bystry, co? Może gdyby Valentine miał kilka lat więcej na twoje wychowanie...nie, prawdopodobnie nawet wtedy nie Herondale'owie zawsze byli rodem bardziej cenionym za urodę niż za inteligencję. Jeśli chodzi o Lightwoodów, lepiej nie mówić. Całe pokolenie idiotów.
- Aloysius Starkweather to najbardziej uparty, zakłamany, zawzięty, przekorny, zdenerwowany... - Urwała i zacisnęła usta [...] - Może słownik? - spytał Will.
- Stwór wlókł go ścieżkami. Choć krzyczałam, nie puszczał go! - Wrzeszczałaś-powtórzył Will. - Tylko to zrobiłaś? - Głośno wrzeszczałam. - Tatiana była wyraźnie urażona - Widzę, że jesteś nieżyczliwie nastawiony jak zawsze.
Straciłeś parabatai? - zapytała Clary, czując żal z powodu jego straty; wiedziała, co to znaczy dla Nephilim. - Nie zniknął z mojego serca, bo o nim nie zapomniałem - powiedział i usłyszała cień smutku w jego głosie; w głowie ujrzała go w Cichym Mieście, spowitego w jasne szaty. - Składamy się z fragmentów tego, co pamiętamy. Trzymamy w sobie nadzieje i lęki tych, którzy nas kochają. Tak długo jak istnieją miłość i wspomnienia, nie ma czegoś takiego jak prawdziwa strata.
- Więc jestem twoim pierwszym Nocnym Łowcą, co? – zapytał Alec, kiedy w końcu się od siebie odsunęli. - Jesteś moim pierwszym w wielu rzeczach, Alecu Lightwoodzie – oznajmił Magnus.
- Nigdy się nie śmiejesz - stwierdziła. Will milczał przez chwilę. - Ty doprowadzasz mnie do śmiechu - powiedział w końcu niechętnie. - Od chwili, kiedy uderzyłaś mnie butelką. - To był dzbanek...
Shadowhunters: Looking Better in Black Than the Widows of our Enemies Since 1234.* *Nocni Łowcy, W Czerni Wyglądacie Lepiej Niż Wdowy Naszych Wrogów od 1234
- Pozostałych Cichych Braci również zabiłem. Musiałem. Mieli coś, czego potrzebowałem. - Co? Poczucie przyzwoitości?
Wampir poklepał miejcie koło siebie, jakby tam ktoś siedział. – Pozwól mi cię przedstawić mojemu dobremu kumplowi, nazywa się „Nie”.
- (...) Chcecie przesłać wiadomość? Zawsze są kociaki pocztowe. - Masz na myśli gołębie. (...) Gołębie pocztowe. (...) - Kociaki pocztowe. Są takie śliczne, że nie można się im oprzeć. I rozwiązują również problem z myszami.
- Moja ulubiona kurtka jest ważną sprawą. - stwierdził Jace. To było za wiele, słuchać go jakby rozmawiał z Aleckiem lub z innym przyjacielem. - Jest jak ja, idealna do przytulania i modna. - Spójrz, mamy tyle pieniędzy ile chcemy. - powiedział Sebastian. – Kupisz sobie ciuchy. Za kilka tygodni będziesz rządził tym miejscem. Będziesz mógł wziąć swoją ulubioną kurtkę i biegać z nią jak z chorągiewką. Jace zaczął się śmiać w taki sposób, w jaki Clary kochała. - Ostrzegam cię, ta kurtka jest seksowna. Instytut mógłby zająć się ogniem.
- Jesteśmy oficjalnie parą? Nocni Łowcy mają jakiś swój rytuał? Powinienem zmienić swój status na Facebooku z "to skomplikowane" na "w związku"? Isabelle rozkosznie zniszczyła nos. - Nasz książkę z twarzą?
- Bo co? - obruszyła się Isabelle. - Jeszcze bardziej zrujnujesz sobie życie? O co właściwie co chodziło? Jace potrząsnął głową. - Odesłałem ją do domu. To będzie dla niej najlepsze. - Zrobiłeś, do cholery, dużo więcej, niż tylko odesłałeś ją do domu. Ty ją zniszczyłeś. Widziałeś jej minę?
- Pod twoim wpływem się zmieniam. Przez cały czas, bezustannie. Zostałem wychowany tak, by wierzyć, że muszę być doskonały. Świetny wojownik, idealny syn. Nawet kiedy zamieszkałem z Lightwoodami, uważałem, że muszę sprostać wymaganiom, bo inaczej mnie odeślą. Nie wiedziałem, że miłość idzie w parze z wybaczeniem. A potem zjawiłaś się ty i roztrzaskałaś na kawałki wszystko, w co wierzyłem. Zacząłem wszystko widzieć inaczej. Miałaś...w sobie tyle miłości, wyrozumiałości, wiary. W końcu pomyślałem, że może zasługuję na tą wiarę. Że nie muszę być idealny. Wystarczy, że będę się starał. - Opuścił powieki, a Clary dostrzegła słaby puls na jego skroniach, wyczuła w nim napięcie. - Uważam więc, że jesteś niewłaściwą osobą dla Jace'a, którym byłem, ale nie dla Jace'a, którym jestem teraz. I tak się składa, że tego nowego lubię o wiele bardziej niż dawnego. Zmieniłaś mnie na lepsze i nawet gdybyś mnie opuściła pozostałbym taki.