Ludzie to głupcy. Mieli coś tak cennego, a w ogóle tego nie strzegli. Oddawali swój skarb za pieniądze, za paczuszki z proszkiem, za czarujący uśmiech obcego.
Jeśli nauczyłem się czegoś w życiu, a przyznaję, że nie nauczyłem się wiele, to tego jednego: ani faerie, ani śmiertelnicy nie wiedzą, czym naprawdę jest miłość. Nikt tego nie wie.
Za każdym razem gdy widział Emmę, jej widok był jak nóż wbity w pierś - tyle że to był mile widziany ból. To było ostrze, które wbijał sobie własną, ręką, dociskał do serca; nic i nikt nie mogło mu tego odebrać.
- Każdy się czegoś boi, Emmo. [...] Boimy się, bo na różnych rzeczach nam zależy. Boimy się kogoś stracić, bo go kochamy. Boimy się śmierci, bo cenimy sobie życie. Nie narzekaj, że się boisz; gdybyś nie czuła strachu, niczego byś nie czuła.
- To dobra historia, jeśli się nad tym zastanowić. Ojciec po prostu stara się uczynić chłopca silniejszym. Nieugiętym - dodał Jace. - Ale musisz nauczyć się trochę naginać - stwierdziła Clary i ziewnęła. Mimo, że historia ją poruszyła, melodia głosu Jace'a sprawiła, że ogarnęła ją senność. - Bo inaczej się złamiesz. - Nie, jeśli jesteś dostatecznie silna-odparł z przekonaniem Jace.
To jest tak jak z raną od demonicznej trucizny. Trzeba zostawić ją w spokoju i pozwolić jej się wygoić. Kiedy zdejmujesz bandaże, otwierasz ranę. Za każdym razem, kiedy Jace cię widzi, jest tak, jakby zrywał bandaże.
- Myślałem, że dobry wojownik to taki, który nie kocha. Nie dba o nic, a zwłaszcza o siebie. Podejmowałem każde ryzyko. Rzucałem się na demony. Chyba przyprawiłem Aleca o kompleksy, bo on wolał przeżyć. - Jace uśmiechnął się krzywo. - A potem poznałem ciebie. Byłaś słabą Przyziemną, niewyszkoloną na wojowniczkę. Ale później zobaczyłem, jak bardzo kochasz matkę i Simona. Tak, że jesteś gotowa iść do piekła, żeby ich ratować. Poszłaś do hotelu wampirów. Nie odważyliby się na to Nocni Łowcy z wieloletnim doświadczeniem. Miłość nie uczyniła cię słabą, tylko silniejszą od ludzi, których znałem. I uświadomiłem sobie, że to ja jestem słaby.
Nie takiego syna potrzebowałem. Chciałem żołnierza. Myślałem, że Jonathan może zostać takim żołnierzem, ale miał w sobie zbyt wiele z natury demona. Okazał się zbyt dziki, zbyt gwałtowny, ani trochę subtelny. Już kiedy ledwo wyrósł z niemowlęctwa, bałem się, że nigdy nie wystarczy mu cierpliwości i współczucia żeby iść w moje ślady, pokierował Clave. Więc spróbowałem znowu z tobą. I z tobą miałem odwrotny problem. Byłeś zbyt łagodny. Zbyt empatyczny. Zrozum, mój synu...kochałem cie za to.
Do piątego roku życia spałem z drewnianym mieczem. Moimi pierwszymi książkami były iluminowane średniowieczne demonologie, a pierwszymi piosenkami, których się nauczyłem, śpiewy do odstraszania demonów. Wiem, co przynosi mi spokój, i nie są to piaszczyste plaże ani ptaszki ćwierkające w dżungli. Chcę mieć broń w ręce i strategię zwycięstwa.
Ludzie składają się z różnych kawałków, pomyślała - zabawnych, romantycznych, samolubnych, odważnych. Czasem dostrzegamy tylko niektóre z nich. Może dopiero ujrzawszy wszystkie, zdajemy sobie sprawę, że naprawdę dobrze kogoś poznaliśmy.
- Odszkodowania? - Zapytała Tessa. (...) - Szukanie tam wydaje mi się trochę głupie - Stwierdził Will - Mało prawdopodobne, że Mortmain złożył kiedyś oficjalną skargę na Nocnych Łowców. "Bardzo oburzeni Nocni Łowcy uparli się, że nie umrą, mimo że ja tego bardzo chciałem. Domagam się rekompensaty. Proszę przesłać pocztą czek na nazwisko A. Mortmain, 18 Kensington Road".
Tessa przysunęła się do Willa. - Podoba mi się sposób w jaki ona (Cecily) tobą rządzi. To bardzo zabawne. - Zaczekaj, aż poznasz moją matkę. - ostrzegł Will i wziął ją za rękę.
Z drugiej strony, ta jej część miała ochotę zwinąć się w kłębek na podeście i zostać sama ze swoim nieszczęściem. Część, która nienawidziła polegania na kimś innym oprócz siebie - bo czyż inni zawsze nie sprawiają zawodu?