Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Brytyjczyków

Zobacz listę Brytyjczyków

Brytyjczycy wg. profesji

- Na gacie Merlina! - wrzasnęła, aż Harry i Ron podskoczyli.
Zerwała się i wyleciała z kuchni, wołając:
- Zaraz wracam!
- Gacie Merlina! - powtórzył rozbawiony Ron - Ale ją wzięło!

- ...ONI WAS BĘDĄ TORTUROWAĆ, A POTEM ZABIJĄ, TAK JAK MOICH RODZICÓW!
- Tato - odezwał się Dudley podniesionym głosem - tato ...ja idę tymi z Zakonu.
- Dudley - powiedział Harry - po raz pierwszy w życiu mówisz z sensem.

- Ale na miłość boską...przecież jesteście CZARODZIEJAMI! Znacie się na MAGII. Na pewno możecie poradzić sobie z...no...ze WSZYSTKIM!
[...]
- Problem w tym, panie ministrze, że tamci też znają się na magii.

Harry nie słuchał uważnie. Po jego ciele rozpływało się ciepło, które nie miało nic wspólnego z promieniami słońca; ucisk w klatce piersiowej zelżał. Wiedział, że Ron i Hermiona byli bardziej wstrząśnięci, niż to okazywali, ale sam fakt, że siedzieli teraz razem z nim, pocieszając go, nie odsuwając się od niego, jak od osoby zarażonej albo niebezpiecznej, wart był dla niego więcej, niż potrafił to wyrazić.

Nie potrzeba nam magii, żeby przemienić świat. My już mamy w sobie całą moc, która jest konieczna do zmiany świata na lepszy - potęgę wyobraźni.

- Ron, mamy zaprowadzić pierwszoroczniaków!
- A, prawda - rzekł Ron, który najwyraźniej o tym zapomniał. - Hej! Hej, wy Karzełki!
- RON!
- No bo oni są tacy malutcy...

Potrzebujesz swoich przyjaciół, Harry.

No więc, jak pani widzi, zaraz...bo nie wim...widzi pani? Przerabiamy dziś testrale...

- Za późno, Harry...
- Możemy go wyciągnąć...Harry szarpał się z nim rozpaczliwie, ale Lupin go nie puszczał.
- Już nic nie możesz zrobić, Harry.. nic...On odszedł...

- Co ty robisz, Potter? - zapytał Snape zimnym jak zwykle głosem, podchodząc do nich.
- Namyślam się, jaką klątwę rzucić na Malfoya, panie profesorze - odrzekł Harry ze złością.

Lubię słuchać, jak mama wydziera się na kogoś innego. (...) To taka miła odmiana.

-Nigdy nie wiem- zawołał Harry do Hagrida, przekrzykując hałasujący wózek-jaka jest różnica między stalagmitami a stalaktytami!
-Stalagmity mają w środku ,,m''- odpowiedział mu Hagrid- I nie pytaj mnie teraz o nic, bo nic, bo chyba troche mnie zemdliło.

Nigdy nie ufaj niczemu, co potrafi myśleć, jeśli nie widzisz, gdzie ma swój mózg.

Przykro mi, że nigdy go nie poznam...Ale dowie się, dlaczego umarłem, i mam nadzieję, że zrozumie. Próbowałem zbudować świat, w którym byłby szczęśliwszy.

- Jedz, Harry, wyglądasz jak trzy ćwierci do śmierci.

Kiedy raz się zacznie kłamać, trzeba to ciągnąć, co przypomina dowodzenie nieszczelnym statkiem.

Harry poczuł się całkowicie oszołomiony. Koń stał tuż przed nimi, połyskując w mdłym świetle, sączącym się przez okna stacji, w mroźnym powietrzu z nozdrzy buchała mu para. Ale jeśli Ron nie udawał - w końcu byłby to bardzo głupi i trochę przydługi dowcip - to w ogóle go nie widział.
- TO co, może jednak wsiądziemy? - zapytał niepewnym tonem Ron, patrząc z troską na Harry'ego.
- Tak...Tak, wsiadaj...
- Wszystko w porządku - rozległ się śpiewny głos tuż obok niego, gdy Ron zniknął w ciemnym wnętrzu powozu. - Nic ci nie jest, nie zwariowałeś. Ja też je widzę.
- Widzisz? - zapytał z nadzieją Harry, odwracając się do Luny Lovegood.
W jej wielkich, srebrzystych oczach dostrzegł odbicie skrzydlatych koni.
- No jasne. Widziałam je od samego początku, od pierwszego przyjazdu do Hogwartu. One zawsze ciągną nasze powozy. Nie przejmują się. Jesteś tak samo zdrowy na umyśle jak ja.

Jeżeli nie lubisz czytać, to znaczy, że nie znalazłeś odpowiedniej książki.

- Widzisz? - rozległ się pełen napięcia głos. Tonks patrzyła groźnie na Lupina. - Ona nadal chce za niego wyjść, chociaż został ukąszony! Ją to nie obchodzi!
- Jest różnica - odrzekł Lupin, prawie nie poruszając ustami, nagle jakiś spięty. - Bill nie będzie prawdziwym wilkołakiem. Oba przypadki są zupełnie...
- A mnie to wcale obchodzi, rozumiesz?! - zawołała Tonks, chwytając go z przodu za szatę i potrząsając nią. - Mówiłam ci milion razy...I nagle Harry zrozumiał, dlaczego patronus Tonks tak się zmienił, dlaczego ma teraz mysie włosy, dlaczego chciała się zobaczyć z Dumbledore'em, kiedy tylko usłyszała, że Greyback kogoś zaatakował...To nie w Syriuszu była zakochana...
- A ja milion razy mówiłem TOBIE - powiedział Lupin, starając się nie patrzyć jej w oczy - że jestem dla ciebie za stary, za biedny...zbyt niebezpieczny...
- Zawsze ci mówiłam, że bardzo śmiesznie do tego podchodzisz, Remusie - powiedziała pani Weasley przez ramię Fleur, klepiąc ją po plecach.
- A ja nie widzę w tym nic śmiesznego - upierał się Lupin. - Tonks zasługuje na kogoś młodego i zdrowego.
- Ale pragnie ciebie - stwierdziła pani Weasley, lekko się uśmiechając. - A bywa i tak, Remusie, że młodzi i zdrowi mężczyźni nagle przestają tacy być - Wskazała ze smutkiem na swojego syna leżącego między nimi.
- To nie jest odpowiednia chwila, żeby nad tym dyskutować - rzekł Lupin, unikając spojrzeń wszystkich obecnych i rozglądając się trochę nieprzytomnie po sali. - Dumbledore nie żyje...
- Dumbledore byłby bardzo szczęśliwy, widząć, że na świecie przybyło trochę miłości - stwierdziła szorstko McGonagall.

Nie ma co siedzieć i się zamartwiać. Co ma być to będzie, a jak będzie, to jakoś sobie damy z tym radę.