- W sądzie zaczną od najmniej poważnego zarzutu, a skończą na najgorszym. Zarzut numer jeden: stawianie oporu podczas zatrzymania. Chwilowo nie przyznaję się pan do winy. Zarzut numer dwa: napaść kwalifikowana. I to nie tylko na tę kobietę. Nieźle przyłożył pan też policjantowi, zanim pana skuł. Nie przyznaję się pan do winy. Zarzut numer trzy: zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem. Może potem zmienią to na usiłowanie zabójstwa, ale na razie to tylko gwałt...O ile w przypadku gwałtu można użyć słowa "tylko". Nie przyznaje...
- Zaraz - przerwał mu Morris. Dotknął podrapanego policzka i poczuł...nadzieję. - Ja kogoś zgwałciłem?
- Owszem - odparł Cafferty takim tonem, jak się ucieszył.
