Pożądanie pochłania każdą cząstkę ciebie, wyostrzając wszystkie zmysły. Wyostrza zmysł wzroku i nagle możesz się skupić tylko na osobie przed tobą. Wyostrza zmysł powonienia i nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że dopiero co umyła włosy i ma na sobie świeżo wyprane ubranie. Wyostrza zmysł dotyku i nagle po twojej skórze przebiegają ciarki, czujesz mrowienie w koniuszkach palców i pragniesz tylko cudzego dotyku. Wyostrza zmysł smaku i nagle twoje usta stają się spragnione, a ich pragnienie zaspokoić mogą tylko cudze usta pragnące tego samego.
Udostępnij obrazek cytatu, kopiując kod HTML:
<a href="https://cytatybaza.pl/cytat/pozadanie-pochlania-kazda-czastke-ciebie-wyostrzajac-wszystkie-zmysly.html"><img src="https://cytatybaza.pl/cytat/obrazek/pozadanie-pochlania-kazda-czastke-ciebie-wyostrzajac-wszystkie-zmysly.webp" alt="cytat" width="600" style="max-width:100%;max-height:588px;"></a>
skopiuj kod do schowka
Nieco podobne cytaty
Pan premier powoływał się na duchy wielkich poetów, pięknych Polaków: Norwida, Trzebińskiego. Mnie przypomniał się nasz inny mały wieszcz. Przypomniał mi się Gałczyński. Pamiętacie państwo? „Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów? Dyć oczywiście pan wojewoda” I potem dalej to leci pod koniec: „Hej, tam w Warszawie jest pan minister siwy i taki miły, przez okno rzuca spojrzenia bystre, bo chce, by dla ciebie były zimą sopelki, śniegi i lody: wszystkie zimowe wygody. Jeżeli tedy sanki usłyszysz i dzwonki ich tajemnicze, wiedz: to minister w skupionej ciszy nacisnął taki guziczek, że gwiazdki dzwonią i gwiazdki lśnią nad miastem i nad wsią”. Takie to było przemówienie, wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego z lat 30., jakże proroczy.
Był cień, który biegł koło mnie - to wyprzedzał mnie, to zostawał w tyle. Cieniów takich było mnóstwo, cienie te otaczały mnie zawsze, cienie nieodstępne, chodzące krok w krok, śledzące mnie i przedrzeźniające. Czy na polu bitew, czy w spokojnej pracy w Belwederze, czy w pieszczotach dziecka - cień ten nieodstępny koło mnie ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swą brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nieszczędzący mi niczego, co szczędzić trzeba - rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrotnie; ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów - to obcego, to swego państwa, krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie; ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nie-szczęścia, zwycięstwa i klęski. (...) Ta szajka, ta banda, która czepiała się mego honoru, tu zechciała szukać krwi. Prezydent nasz zamordowany został po burdach ulicznych obniżających wartości pracy reprezentacyjnej, przez tych samych ludzi, którzy ongiś w stosunku do pierwszego reprezentanta, wolnym aktem wybranego, tyle brudu, tyle potwornej, niskiej nienawiści wykazali. Teraz spełnili zbrodnię.