- Nic na to nie poradzę - stwierdziłem. - Moja dusza wie, że mięcho źle postępuje, i się za nie wstydzi. Ale mięcho dalej działa po swojemu, czyli źle i głupio.
- O czym ty w ogóle mówisz? - spytał
- O duszy i mięchu, czyli ciele.
- To one istnieją osobno?
- Mam nadzieję - odparłem i roześmiałem się. - Wcale bym nie chciał brać odpowiedzialności za wszystko, co moje mięcho wyprawia.
Powiedziałem mu - i to prawie całkiem serio - że wszystkie ludzkie dusze (łącznie z własną) wyobrażam sobie jako coś na kształt giętkich neonówek tkwiących w ciele. Każda taka neonówka może tylko odbierać sygnały o tym, co dzieje się z mięchem, ale nie ma nad nim żadnej kontroli.
- Więc kiedy ktoś, kogo lubię, robi coś okropnego - dodałem - po prostu obłupiam go z mięcha i mu przebaczam.
- Obłupiasz?
- Tak jak dawniej wielorybnicy obłupiali ubitego wieloryba, kiedy już wyciągnęli na pokład - wyjaśniłem. - Zdzierali z niego skórę, warstwę tłuszczu i mięcho, aż zostawał sam szkielet. Ja w wyobraźni robię to samo z ludźmi: usuwam mięcho, żeby widzieć tylko ich dusze, a potem im przebaczam.
W człowieku wszystko powinno być piękne; i twarz, i ubranie, i dusza, i myśli.