Cytaty i aforyzmy ❤ Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Sinobrody

Inne książki Kurta Vonneguta:
Armagedon w retrospektywie • Cat's Cradle • Człowiek bez ojczyzny • Galapagos • Hokus pokus • Kocia kołyska • Kurt Vonnegut: Listy • Losy gorsze od śmierci • Matka noc • Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater • Niedziela palmowa • Opowiadania wszystkie • Pianola • Popatrz na ptaszka • Recydywista • Rysio Snajper • Rzeźnia numer pięć, czyli krucjata dziecięca • Slapstick albo nigdy więcej samotności! • Syreny z Tytana
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

Tamtej nocy oświadczył przed zaśnięciem, że jest, kim jest, i nic na to nie poradzi, choćby tam nie wiem co, bo "taka już z niego molekuła".
- Muszę być taka właśnie molekułą, Rabo - powiedział - póki nie ułomni się o mnie Wielki Rozbijacz Atomów.

- Powiadasz, że błogo ci się szybowało w kosmosie? - rzekł. - To doskonały opis antyepifanii, jednego z niesłychanie rzadkich momentów, kiedy Bóg Wszechmogący przestaje cię trzymać za kołnierz i pozwala pobyć przez chwilę człowiekiem.

Po wszystkim, co mężczyźni zrobili kobietom, dzieciom i innym bezbronnym stworzeniom na kuli ziemskiej, nie tylko każdy obraz, ale każdy utwór muzyczny, każdy posąg, dramat, wiersz i książka, każde dzieło mężczyzny powinno oznajmiać jedną jedyną rzecz: "Ta przemiła planeta nie należy się takim potworom jak my. Poddajemy się. Dajemy za wygraną. Koniec!".

W Świecie Sztuki, tak jak wszędzie, ludzie bez zasad są ludźmi bez zasad, a złodzieje - złodziejami.

Odparła, że przyszła na świat nie dla przyjemności, tylko po to, żeby się uczyć.

Niegdyś z takimi malunkami - w asyście przewijających je pomagierów - jeździli po całej północnej Europie prelegenci, zachęcający wszystkich ambitnych, zdolnych ludzi do porzucenia starego, wyczerpanego kontynentu i zagarnięcia pięknych, bogatych posiadłości w ziemi obiecanej, które aż się prosiły, żeby po nie sięgnąć.
Jakiż prawdziwy mężczyzna usiedziałby w domu, mogąc zgwałcić dziewiczy kontynent?

- Nic na to nie poradzę - stwierdziłem. - Moja dusza wie, że mięcho źle postępuje, i się za nie wstydzi. Ale mięcho dalej działa po swojemu, czyli źle i głupio.
- O czym ty w ogóle mówisz? - spytał
- O duszy i mięchu, czyli ciele.
- To one istnieją osobno?
- Mam nadzieję - odparłem i roześmiałem się. - Wcale bym nie chciał brać odpowiedzialności za wszystko, co moje mięcho wyprawia.
Powiedziałem mu - i to prawie całkiem serio - że wszystkie ludzkie dusze (łącznie z własną) wyobrażam sobie jako coś na kształt giętkich neonówek tkwiących w ciele. Każda taka neonówka może tylko odbierać sygnały o tym, co dzieje się z mięchem, ale nie ma nad nim żadnej kontroli.
- Więc kiedy ktoś, kogo lubię, robi coś okropnego - dodałem - po prostu obłupiam go z mięcha i mu przebaczam.
- Obłupiasz?
- Tak jak dawniej wielorybnicy obłupiali ubitego wieloryba, kiedy już wyciągnęli na pokład - wyjaśniłem. - Zdzierali z niego skórę, warstwę tłuszczu i mięcho, aż zostawał sam szkielet. Ja w wyobraźni robię to samo z ludźmi: usuwam mięcho, żeby widzieć tylko ich dusze, a potem im przebaczam.

Circe Berman twierdzi, że włączenie do potocznego słownictwa wyrazów niegdyś zakazanych ma swoje dobre strony, [...].
- Niewykluczone - rzekłem na to. - Ale czy nie wydaje się pani, że cała ta otwartość spowodowała zarazem upadek sztuki konwersacji?
Przypomniałem jej, że córka kucharki mówiąc o kimś, kogo z jakichkolwiek powodów nie lubi, używa zawsze tego samego okreslenia: "dupek".
- Nigdy nie słyszałem, żeby rozumnie wyjasniła, czym dana osoba zasłużyła sobie na ten proktologiczny przydomek - dodałem.

- Co reprezentuję sferę dobra, a co sferę zła? - spytał. - Karabin czy ten gumiasty, dygotliwy, chichotliwy wór pełen kości, który nazywamy ciałem? [...]
Powiedziałem, że wiele zależy od tego, czyje ciało i czyj karabin wchodzi w grę: jedno i drugie może być dobre albo złe.

- Dotarłem w życiu do takiego punktu, proszę pana - odparł Kitchen - że kobiety nie powinny zawracać sobie mną głowy, a ja nimi.

- Każdy umie tańczyć, jeśli tylko chce - stwierdziła.

- Jak odróżnić dobry obraz od złego? [...]
- Wystarczy, moja droga - rzekł - że obejrzysz milion obrazów. potem już nigdy się nie pomylisz.

Kucharka, która z takim ociąganiem wydała mi moją pierwszą kolację w Nowym Jorku - ta sama, co wciąż powtarzała "i co jeszcze, i co jeszcze" - umarła w dwa tygodnie po moim przybyciu. W ten sposób jej ulubione pytanie doczkalo się ostatecznej odpowiedzi: "już więcej nic".

- Jestem w połowie zdania - powiedziałem.
- A kto nie jest? - odparła.

Miejsce świata od dawna jest w więzieniu lub w szpitalu dla wariatów.

Geniusza działającego w pojedynkę nieuchronnie zbywa się jako wariata.

A czymże jest literatura, jeśli nie biuletynem wewnętrznym poświęconym kwestiom molekularnym, w ogóle nieważnym dla wszechświata, a tylko dla garstki molekuł, cierpiących na przypadłość zwaną myśleniem?

Wracając do roku 1933: (...) Wielki kryzys trwał, tak więc na stacji i ulicach roiło się, podobnie jak dziś, od bezdomnych. W gazetach, podobnie jak dziś, pełno było artykułów o zwolnieniach z pracy, przejmowaniu zadłużonych farm oraz plajtach banków. Moim zdaniem zmieniło się tylko tyle, że dzięki telewizji potrafimy ukryć wielki kryzys. Może nawet ukrywamy trzecią wojnę światową.

Ale w Europie Cyganów pozostało niewielu. Większość wyłapano i zagazowano w obozach koncentracyjnych, co wszystkim odpowiadało. No bo kto lubi złodziei?

Przyjąłem tę nowinę ze znużeniem, ale reaguję tak właściwie na cały współczesny świat.