Na potrzeby moje osobiste nigdym z Kórnika centa nie wziął. Na zbytki żadne nigdy sobie nie pozwalałem. Odmawiałem sobie wszystkiego, co mi się nie wydawało wprost niezbędnem. Ale gdzie sądziłem, że sprawa tego wymaga, wysiłków nie szczędziłem. Jedno miałem pragnienie gorące, by wysiłki były skuteczne, a pomoc dana zmarnowaną nie została. Dał Bóg czasem, że się powiodło skutecznie usłużyć, dopuścił, żem czasem zaufał gdzie nie trzeba było i zawiódł się, powodując tem dotkliwe uszczuplenie powierzonego mi dobra. Jak mnie to martwi, jak gryzie, tego nie jestem w stanie wypowiedzieć. Nie chodzi tu o mnie, boć chyba wiesz, że mnie niewiele potrzeba, ale o krzywdę wyrządzoną sprawie publicznej, której służy i służyć ma wszystko czem rozporządzam.
Powiem brutalnie. Na tym szczycie nie potrzebuję pana prezydenta.
Prawdziwą wolnością jest nieposiadanie niczego. Byłem bardziej wolny kiedy nie miałem ani centa.
Oczywiste jest z naszego własnego punktu widzenia, że zasadniczym wyzwaniem jest osobiste wyzwanie.
Kto nie umie w potrzebie rozstać się ze skarbem, jest jak niewolnik w pętach.