Ledwo przedstawiciele policji weszli, odczuli już wpływ jego silnej indywidualności. Zdawało się, że nieszczęście, czyniące go kaleką, podnieciło jeszcze silniej płomień życia w jego okaleczonym ciele. Miał doskonale ukształtowaną głowę. Jego rude włosy siwiały z lekka. Z gruba ciosana, wyrazista twarz opalona była na ciemny brąz, a oczy lśniły głębokim szafirem. Ani śladu choroby czy cherlactwa. Głębokie bruzdy na twarzy świadczyły o cierpieniu, ale nie o słabości. To był człowiek, który nie podejmował bezcelowej walki z losem, lecz przyjmując to, co mu los dawał, pozostawał m i m o to zwycięzcą.
(...) ledwo 'Awruk!!' krzyknąć zdołał, słowo ulubione, zawołanie bitewne rodu.