Odcięty od kontaktu ze światem zewnętrznym, a także z przeszłością, obywatel Oceanii przypomina człowieka zawieszonego w przestrzeni międzygwiezdnej; jak on nie potrafi stwierdzić, gdzie jest góra, a gdzie dół. Rządzący takim państwem mają władzę absolutną, o jakiej nawet nie marzyli faraonowie czy rzymscy cesarze. Muszą się troszczyć o to, aby nie zagłodzić na śmierć zbyt wielkiej rzeszy poddanych, gdyż mogłoby to mieć negatywne skutki dla kraju, muszą też utrzymywać swój arsenał na tak samo niskim poziomie technicznym jak rywale; lecz zadbawszy o to minimum, mogą wyczyniać z rzeczywistością, co im się żywnie podoba.
Jak tu stwierdzić, co z tego jest kłamstwem? Mogło być prawdą, że przeciętnemu człowiekowi wiodło się obecnie lepiej niż przed Rewolucją. Jedynym dowodem przeciw był niemy protest własnego ciała, instynktowna pewność, że warunki, w jakich się żyje, są nieznośne i kiedyś musiały być inne.
Najbardziej oddanymi słuchaczami świń była para koni pociągowych: Boxer i Clover. Dwójce tej bardzo trudno przychodziło samodzielne myślenie, jednak uznawszy raz na zawsze autorytet świń chłonęły wszystko, co usłyszały, tłumacząc potem różne kwestie innym prosto i przystępnie.
Jeśli myśli mogą zniekształcić język, to również język może zniekształcić myśli.
Ale jeśli przesłuchiwanemu nie chodziło o zachowanie życia, lecz jedynie człowieczeństwa, to jaką w końcu robiło to różnicę? Nie mogli zmienić twoich uczuć, ba, nawet sam nie mogłeś ich zmienić, choćbyś bardzo chciał.
Zresztą niewłaściwy wyraz twarzy (na przykład niedowierzająca mina, gdy ogłaszano sukces militarny) stanowił sam w sobie przestępstwo, na które w nowomowie istniało odpowiednie określenie: gębozbrodnia.
Gdy minął pierwszy wstrząs, przyszła chwila, kiedy wbrew wszystkiemu, wbrew trwodze, którą wzbudzały psy, wbrew przyzwyczajeniu, nabytemu w ciągu długich lat, by nie skarżyć się nigdy i nigdy nie krytykować bez względu na to, co się dzieje - zwierzęta zdobyłyby się może na głos protestu. Ale właśnie w tym momencie, jak na komendę, owce wpadły w straszliwy bek: ,,Cztery nogi dobre, dwie nogi lepsze".
Wysłanie listu też nie wchodziło w rachubę, gdyż dla nikogo nie było tajemnicą, że cała poczta jest kontrolowana. W ogóle mało kto korespondował. Jeśli czasem zachodziła konieczność przekazania jakiejś wiadomości listownie, istniały druczki z gotowym spisem sformułowań; należało jedynie skreślić niepotrzebne.
Było rzeczą wręcz niedopuszczalną, aby prole mieli zdecydowane poglądy polityczne.
I jeszcze coś, pomyślałem, jadąc w dół, koniec z moimi marzeniami o powrocie do przeszłości. Jaki ma sens ponowne przeżywanie dzieciństwa? Ono przecież nie powróci. Zaczerpnąć oddechu, bujda z chrzanem! Tchu, tchu brakuje, dławi duchota.
Marzenia o ziemskim raju odrzucono dokładnie wtedy, gdy ich realizacja po raz pierwszy stała się możliwa.
Oto widział przed sobą śmiertelnego wroga, lecz był to zarazem człowiek, który cierpiał, może nawet miał złamany nadgarstek.
Każdy dokument zniszczono lub sfałszowano, każdą książkę napisano od nowa, każdy obraz przemalowano, zmieniono nazwy wszystkich pomników, ulic, budynków, przerobiono daty. Proces ten trwa co dzień i w każdej minucie. Zatrzymano historię. Istnieje tylko nieograniczona teraźniejszość, w której Partia zawsze ma rację.
Czy jednak całe to upodlenie wynika z porządku natury? Może nasz kraj jest zbyt ubogi, by jego mieszkańcy mogli żyć godziwie?
Cokolwiek Partia uważa za prawdę, jest prawdą. Nie sposób postrzegać rzeczywistości inaczej niż oczami Partii.
Uważano, że członek Partii nie powinien mieć wolnego czasu i dopóki nie położy się spać, ani na chwilę przebywać sam. Kiedy nie pracował, nie jadł lub nie spał, miał obowiązek uczestniczyć w życiu zbiorowym społeczności; robienie czegokolwiek co zdradzało zamiłowanie do samotnictwa - choćby pójście na spacer w pojedynkę - uchodziło za niebezpieczne. Nawet istniał na to w nowomowie odpowiedni termin: sobizm, oznaczający skłonność do indywidualizmu i ekscentryczności.
Tak długo, jak człowiek naprawdę jest człowiekiem, nie ma różnicy między śmiercią a życiem.
...nie można robić rewolucji, jeśli nie robi się jej dla siebie; nie ma czegoś takiego jak dobrotliwa dyktatura.