Widziałem jedynie obrzeża nędzy. Pomimo to mogę wymienić kilka nauk, jakie wyniosłem z biedowania: nigdy już przez myśl mi nie przyjdzie, że włóczędzy to zgraja pijanych łajdaków, nigdy dając pensa żebrakowi nie będę oczekiwać odeń wdzięczności, nigdy nie zaskoczy mnie to, iż ludzie pozbawieni pracy nie mają energii, nigdy nie złożę datku na Armię Zbawienia, nie zostawię ubrania w lombardzie, zawsze przyjmę wręczaną mi na ulicy ulotkę, nie będę się delektować posiłkiem w eleganckiej restauracji - to na początek.
Nie ulega wątpliwości, że większość włóczęgów piłaby alkohol, gdyby miała ku temu sposobność. Tak się jednak składa, iż nie ma tej sposobności.
Całe zdarzenie zaintrygowało mnie: włóczędzy zachowywali się bowiem inaczej niż zachowują się na co dzień. Bez śladu znikła ich nikczemna, kundla wdzięczność, z jaką zwykle przyjmują jałmużnę z dobroczynności. Wyjaśnienie było proste: liczebnie przewyższaliśmy wiernych toteż się ich nie baliśmy. Ktoś, kto przyjmuje pomoc praktycznie zawsze nienawidzi swojego dobroczyńcy.
Osoby żyjące z pracy pracują, a żebracy nie pracują, są pasożytami [...] a jednak, gdy przyjrzeć się temu bliżej, nie widać zasadniczej różnicy. To prawda, twierdzi się, że żebracy nie pracują, czymże jednak jest praca? Żebractwo jest zawodem jak każdy inny, oczywiście całkowicie bezużytecznym, ale przecież wiele poważnych zawodów także jest całkowicie bezużytecznych.
Państwo Rougiersowie zarabiali około stu franków tygodniowo i dzięki ścisłemu reżimowi oszczędnościowemu zawsze pozostawali na wpół głodni, na wpół nietrzeźwi.
Można żyć książkami i myślami. Trzeba tylko powiedzieć sobie: "Jestem wolnym człowiekiem -o, tutaj" - puknął się palcem w czoło (...).
Mógł chodzić w łachmanach, mógł cierpieć chłód, mógł głodować, ale dopóki miał swoje książki, myśli i meteory, dopóty, jak mawiał, jego umysł pozostanie swobodny.