Niezliczona liczba ludzi jest spragniona autotranscendencji i z zadowoleniem odnalazłaby ją w kościele. Ale, niestety, "głodne owieczki czekają, lecz pozostają nie nakarmione". Biorą udział w obrzędach, słuchają kazań, powtarzają modlitwy; ale ich pragnienie pozostaje nie zaspokojone. Rozczarowani, uciekają się do butelki. Przynajmniej przez pewien czas i w pewnej mierze jest to skuteczne. Mogą nadal jeszcze bywać w kościele; ale nie ma on dla nich większego znaczenia niż Muzyczny Bank z Erewhon Butlera. Nadal mogą uznawać Boga; ale jest on Bogiem tylko na poziomie słownym, tylko w czysto pickwikowskim sensie. Rzeczywistym obiektem kultu jest butelka, a jedynym religijnym przeżyciem jest stan niepohamowanej i przebojowej euforii, która towarzyszy spożyciu trzeciego cocktailu.
