Kocham Los Angeles. Kocham Hollywood. Są piękne. Każdy jest tam platikowy, ale ja kocham plastik, chcę być plastikiem.
Kiedy dostałem swój pierwszy zestaw telewizyjny, przestałem tak mocno dbać o bliskie relacje z ludźmi.
Dla mnie, nie były to nigdy zwykłe występy, te nasze tzw. przedstawienia. To była raczej sprawa życia i śmierci; próba porozumienia się, próba wciągnięcia tych ludzi w intymny świat myśli
Mam blizny które dały mi przydomek “Scarface” /twarz z blizną/. Przypadkowo obraziłem klientkę i sprowokowałem walkę z jej bratem, Frankiem Gallucio.
Jestem niezłym zabijaką i zawsze byłem dobrym tancerzem. I byłem dobrym synem, każdej nocy wracałem do domu.
Kiedy miałem 14 lat, nauczycielka uderzyła mnie, więc oddałem jej - mocno. Wyrzucono mnie ze szkoły i więcej do niej nie wróciłem.
W Rzymie jestem przytłoczony brakiem ruchu, bezwładnością minionej cywilizacji. W Nowym Jorku czuje się podłączony do silnego, zmiennego prądu nadziei i rozpaczy.
Lubię sobie na przykład strzelić ze stanika. Przejąłem to z monologu Krysi Sienkiewicz. Naciągam gumkę i pam… Niektóre kobiety to lubią, większość jest zszokowana.
Wszystko, co wygląda łatwo i pięknie, jest trudne. Ale w odniesieniu do tańca można mi wmówić wszystko. Staram się oceniać uczestników pod względem wrażenia estetycznego, jakie wywierają.
Duże umiejętności w grze na skrzypcach, ciężko wypracowane. Odczuwanie muzyki. Poza tym jestem wybitnie skromnym człowiekiem. Ale wiesz, ile utalentowanych osób nie miało fartu?! A kariery robią ci, którzy wciskają kit. Moi rodzice byli gościnni. Przychodziło do nas mnóstwo muzyków, razem grali i śpiewali. Więc miałem szczęście uczyć się od mistrzów. Jeśli coś nie wypadło dobrze, nie było naigrawania się, tylko dyskretna uwaga. Nauczyłem się przy tym jeszcze jednego: w moim domu gościowi włos z głowy spaść nie może.
Rozumiem, że będę cierpiał za to, co zrobię, oraz że wyjawienie tych informacji będzie oznaczało mój koniec.
Mogę ulegać wpływom tego, co wydaje mi się sprawiedliwe i rozsądne, lecz w walce klas stanę po stronie wykształconej burżuazji.
Jedną z rzeczy, które zaledwie mgliście rozumiem, jest – obok końca świata – nieubezpieczalne ryzyko, i nie ma sensu się o nie martwić.
To publiczność zrobiła ze mnie gwiazdę - jeśli w ogóle nią jestem - publiczność, nie wytwórnia, ani żadna pojedyncza osoba... publiczność.