Zrobiło się ciemno, bo we wrześniu zmrok po zachodzie słońca zapada szybko. Stary leżał oparty o wytarte deski dziobu i starał się odpocząć. Pojawiły się pierwsze gwiazdy. Nie znał nazwy Rigla, ale wypatrzył go na niebie i wiedział, że niedługo pojawią się pozostałe i że wkrótce będzie się cieszył towarzystwem wszystkich swoich odległych przyjaciół.
- Marlin to też mój przyjaciel – powiedział na głos. - Jszcze w życiu nie widziałem takiej ryby ani nie słyszałem o podobnym okazie. Ale muszę go zabić. Jak dobrze, że gwiazd nie musimy zabijać
A gdyby tak człowiek musiał dzień w dzień brać się za zabijanie księżyca, pomyślał. Kiężyc ucieka. A co, gdyby dzień w dzień trzeba było zabijać słońce? Ależ my mamy szczęście, pomyślał.
(...) Nie na mój rozum to sprawy, pomyślał. Ale dobrze, że nie musimy zabijać słońca ani księżyca, ani gwiazd. Dość, że żyjemy na morzu i zabijamy naszych prawdziwych braci.
Pogodę, żonę i premiera rozsądniej chwalić dopiero po zachodzie słońca.
To straszna rzecz uświadomić sobie co się zrobiło.
Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy.