Pan Cogito trzyma w ramionach
ciepłą amforę głowy
[...]
jeszcze raz
stwierdza ze zdumieniem
Że istnieje ktoś poza nim
nieprzenikniony
jak kamień
Pan Cogito trzyma w ramionach
ciepłą amforę głowy
[...]
jeszcze raz
stwierdza ze zdumieniem
Że istnieje ktoś poza nim
nieprzenikniony
jak kamień
(...) bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy