Istniał prościutki, standardowy spis typowych punktów oskarżenia. Wystarczyło, że śledczy brał ze spisu to czy owo i naklejał jak znaczki na kopertę:
– dyskredytacja Wodza;
– negatywny stosunek do kołchozów;
– negatywny stosunek do pożyczek państwowych (a kto przy zdrowych zmysłach odnosi się do nich pozytywnie?);
– negatywny stosunek do Konstytucji Stalinowskiej;
– negatywny stosunek do (kolejnych) dyrektyw partyjnych;
– sympatia dla Trockiego;
– sympatia dla Stanów Zjednoczonych;
– itd., itp.
Przyklejanie tych znaczków różnej wartości było robotą monotonną i nie wymagającą żadnego artyzmu. Śledczy, nie lubiący tracić czasu, musiał mieć tylko pod ręką kolejną ofiarę. Ofiary takie dostarczane były według z góry ustalonych planów ilościowych przez pełnomocników operacyjnych działających w terenie, w jednostkach wojskowych, na kolei, w szkolnictwie.
