Jesień. Leci liście.
Pobrzękuje struna.
Popatrzcie: Stwosz idzie
i zbliża się ku nam.
Jesień. Leci liście.
Pobrzękuje struna.
Popatrzcie: Stwosz idzie
i zbliża się ku nam.
Kiedyś oczy w wodzie umoczył,
woda była szafirowa,
a kiedyś usta umoczył,
woda stała się pąsowa.
No, w raju, jak to w raju,
zielono i wesoło,
obiady, gadu-gadu,
wieczerze i tak w koło.
Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć tę miłość przenieść przez całe życie.
Koń by też pisał wiersze,
gdyby mu dać sto złotych,
też miałby aspiracje,
ambicje i tęsknoty.
Ja jestem Polak, a Polak jest wariat,
a wariat to lepszy gość (…).
Ech, mój Krakowie krakauerski,
wypić by cię jak wino z dzbanka!