Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

... bo jako tłuki nieznające podstaw przeżycia w kryzysowej sytuacji myśleliście, że facet jest: po pierwsze paranoikiem, bo wszędzie spodziewa się podsłuchów; po drugie dziwakiem, bo milczy przez długie minuty; po trzecie niesamowicie znerwicowanym delikwentem, bo szczególnie podczas tych momentów ciszy tłucze powiekami jak szalony.

Joanna wyglądała na kobietę, która szanuje tylko te zasady, które sama ustanowiła.

Ale po latach praktyki w kancelarii adwokackiej wiem, że jedyną niemożliwą rzeczą jest dowieść, że jest się mistrzem świata w dochowywaniu tajemnic.

Joanna:
(... ) - Nigdy nie wprowadzą tak bzdurnych przepisów prawa drogowego jak te w Estonii. Słyszałeś, co tam grozi za przekroczenie prędkości?
(...) - Trzeba odstać karne minuty na poboczu.

- Wszystkim wydaje się, że znają swoich najbliższych. Co tu mówić o podwładnych?

- Twoja lekarka mówiła, że...
- Ta krowa dała mi jasno do zrozumienia, że niedługo będę słuchać koncertów Davida Bowiego, Lemmy'ego Kilmistera i Kurta Cobaina na żywo. Tam na górze.
- Obawiam się, że oni poszli na dół.

- Tej - odezwała się Chyłka. - Jak cię zwą?
- Słucham?
- Pytam, jak ci na imię, hekso.
Oryński szturchnął lekko Joannę.
- Co ty robisz? - szepnął.
- Gadam po poznańsku. Przygotowałam się.
- Chyba niespecjalnie dobrze ci to idzie.
Uniosła brwi i cofnęła się, jakby właśnie ją czymś obraził.
- Pyra, wuchta, Kolejorz, tej!
- Jezus Maria, wyjść gdzieś z tobą...

- Zastanowiłem się.
- I? Będziesz potrzebował pomocy swojej byłej patronki?
- Będę potrzebował pomocy mojej Chyłci.
Joanna zamarła.
- Mojej Chyłeczki.
Przesunęła dłonie z jego karku na szyję i delikatnie je zacisnęła.
- Ja ci, kurwa, dam Chyłcię, Chyłeczkę...

Szrebska kazała wybić na swoim nagrobku: "Witaj! I wybacz, że nie wstanę".

Mój mąż wychodzi z założenia, że mamy dwoje uszu i tylko jedne usta nie bez powodu. Powinniśmy słuchać dwa razy więcej niż mówić.

Nie słuchasz, nie nucisz, nie wspominasz w mojej obecności o rapujących pseudoartystach. Iron Maiden, koniec kropka. Na jutro chcę wiedzieć, o jakiej historycznej postaci śpiewają przez osiem minut. Zrobię kolokwium.
Skinął głową, zupełnie skołowany.
- Mowę ci odjęło? - spytała, strzepując popiół do popielniczki. - Czy zdziwiony jesteś, że z piosenek Ironsów można robić kolokwia? Można, a nawet trzeba. Jako na twojej patronce, wręcz ciąży na mnie taki obowiązek.

- Jaka jest cena? - zapytała.
- Jedenaście tysięcy.
- Co? - rzuciła Joanna. - Za ten pieprzony abażur?
Rozmówczyni natychmiast spoważniała, jakby urażona.
- Wie pani, to droga tkanina...
- Z czego? Rzęs jednorożców?

Mogę wezwać tłumacza, nie ma problemu. Ale Zordon powie ci, jak to jest z tłumaczeniami. [...] Twierdzi, że są jak kobiety - dodała - Jak wierne, to niepiękne, jak piękne, to niewierne.

Każdy dobry iluzjonista zdawał sobie sprawę, że publiczność uwielbia brać udział w przedstawieniu. Nie wszyscy bezpośrednio, wystarczyło, by jeden widz został wywołany na scenę, a każdy inny czuł, jakby się na niej znalazł. Element uczestnictwa publiki był warunkiem koniecznym dobrego przedstawienia – i ten człowiek z pewnością o tym wiedział.

- przepraszam, ale kim pani jest?
- Wybitną jednostką, którą będą pamiętać przyszłe pokolenia - odparła, zbliżając się do ciała. - w przeciwieństwie do pana. O panu ludzie zapomną tak jak o uczestnikach Big Brothera od drugiej edycji wzwyż.

Prawo zostało odrealnione, oderwane od rzeczywistości. Nie chodzi już o to, by się na coś przydało. Nie jest instrumentem poprawiającym życie obywateli. Stało się narzędziem w rękach prawników, za pomocą którego możemy zapłacić za nasze chaty i samochody.

(...) miłość to nic innego jak rozpuszczalnik - owszem, usuwa problemy, ale kiedy tylko bezpośrednio dotknie tego, kto go używa, powoduje szereg zagrożeń.

- Podpisze pan to wszystko i będziemy mieć papierologię z głowy.
- Co to jest?
- Cyrograf na usługi Joanny Chyłki. - odparła, obracając papiery. - Podpisuje pan, oddaje mi swoją duszę, a ja wypuszczam ją z więzienia jak dżina z butelki. Pasuje?

- We łbie mi się nie mieści, jakim cudem jeszcze żyjesz - zauważyła z przekąsem.
- To proste. Nikt nie pozbawił mnie chęci, żebym przestał to robić.

Tymczasem takie rzeczy po prostu się zdarzają. Nie ma co szukać drugiego dna, bo w końcu samemu się je wydrąży.