Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Od czasów Chaucera istnieją w naszej literaturze wyraźne wątki antysemickie: nawet teraz, nie wstając od stołu, przy którym piszę, i nie sięgając do źródeł, potrafię przywołać fragmenty utworów - które, gdyby powstały dziś, zostałyby bezsprzecznie uznane za antysemickie - Shakespeare'a, Smolletta, Thackeraya, Bernarda Shaw, H. G. Wellsa, T. S. Eliota, Aldousa Huxleya oraz innych autorów. Z miejsca mogę wymienić tylko dwa nazwiska pisarz, którzy, nim nastał Hitler, rzeczywiście brali w obronę Żydów: są to Dickens i Charles Reade.

Mało tego: do zmiany frontu skłoniło Twaina bezsprzecznie to, iż widział wyraźnie, że zwycięży Unia; skłonność do opowiadania się, przy każdej dogodnej okazji, po stronie silniejszego, do zapatrywania, że silny musi mieć rację, dostrzega się w całej jego karierze.

Dzieła te [Twaina] nie są jednak apoteozą wolności. Twaina interesowały przede wszystkim "charaktery", fantastyczne, niekiedy zwariowane formy, jakie potrafi przybierać natura ludzka pozbawiona więzów konieczności ekonomicznej i tradycji.

Nie obchodzą nas te głupie zbrodnie, które popełniłeś. Partii nie obchodzą czyny; nas interesuje myśl. My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.

Gdy ujrzałem jak potraktowali miasto, sama myśl o pójściu w znajome strony, choćby po to, by sprawdzić, czy ów staw jeszcze istnieje, wprawiła mnie w stan, który możecie nazwać tylko lękiem".

Chichotał poufale i dobrotliwie, marszcząc przy tym śmiesznie nos, niczym królik".

Lecz oto niestety okazało się, że nauka niekoniecznie jest tożsama ze zdrowym rozsądkiem. (...) Współczesne Niemcy są państwem znacznie bardziej naukowym aniżeli Anglia i znacznie bardziej barbarzyńskim. Wiele z tego, co [Herbert George] Wells stworzył w swojej wyobraźni i co popierał, urzeczywistniło się w nazistowskiej Rzeszy. Porządek, planowanie, wspieranie nauki przez państwo, stal, beton, samoloty - to wszystko tam jest, służy jednak ideologii właściwej epoce kamiennej. Nauka wspiera tam w walce przesądy i zabobony.

Dlaczego Tołstoj wydaje się tak dalece przewyższać Dickensa pod względem wyobraźni - dlaczego potrafi tak wiele powiedzieć nam o nas samych? Otóż nie dlatego, że ma więcej talentu czy nawet że jest od niego inteligentniejszy. Właściwa odpowiedź brzmi: dlatego, że pisze o ludziach, którzy rozwijają się w toku fabuły. Bohaterowie Tołstoja z trudem i w pocie czoła kształtują swoje dusze, podczas gdy bohaterowie Dickensa są od początku uformowani i doskonali. W mojej wyobraźni znacznie częściej goszczą postacie z Dickensa (są one też bardziej wyraziste) niż z Tołstoja, niemniej widzę je zawsze w określonej pozycji i usytuowaniu, niczym obrazy czy meble. Nie można prowadzić wyimaginowanej rozmowy z postacią z Dickensa, tak jak, powiedzmy z Pierre'm Bezuchowem. (...) bohaterowie Dickensa są pozbawieni życia wewnętrznego. Wypowiadają wyłącznie swoje kwestie, byłoby jednak niedorzecznością przypuszczać, że mogą rozmawiać także o innych sprawach. Nigdy niczego się nie uczą, obce są im wszelkie dociekania. Być może najbardziej skłonny do refleksji jest Paweł Dombey, jednak jego myśli to sentymentalna sieczka.

Ilekroć [Karol Dickens] występuje przeciwko przestępstwom czy też opisuje najgorszą, skrajną nędzę, wyczuwa się, że myśli przy tym: "ja na szczęście żyję porządnie i uczciwie".

Wejrzyjcie państwo w swoje serca i umysły, zastanówcie się, kim jesteście: Don Kichotem czy Sancho Pansą? Prawie na pewno i jednym i drugim. Owszem, bardzo chcielibyście zostać bohaterem albo świętym, lecz mieszka w was również mały tłusty facecik, który docenia w pełni walory życia i ratowanie skóry na grzbiecie. On jest waszym nieoficjalnym "ja", głosem brzucha sprzeciwiającym się duszy. Facecik ten lubi bezpieczeństwo, wygodne łózko, leniuchowanie, kufle zawsze wypełnione piwem, no i niewiasty o "lubieżnych" kształtach. To właśnie on wybija wam z głowy rozmaite wzniosłe zapatrywania, nalega, żebyście dbali przede wszystkim o siebie, puszczali w trąbę małżonków, uchylali się od spłaty długów i tak dalej. To, czy mu ulegacie, jest już inną kwestią.

Przejawia [Dickens] bezbłędne wyczucie moralne, lecz nie ma ani za grosz dociekliwości intelektualnej. Dotykamy w tym miejscu czegoś, co jest ogromnym niedostatkiem Dickensa i co sprawia, że wiek XIX wydaje się nam tak odległy - nie ma on żadnego ideału pracy.
Z wątpliwym wyjątkiem Dawida Copperfielda (czyli samego Dickensa) nie można wskazać żadnego bohatera jego powieści, dla którego przedmiotem głównego zainteresowania byłoby wykonywane zajęcie. (...) W każdym razie w ostatnim rozdziale typowej powieści Dickensa ktoś pojawia się, niczym deus ex machina, z workiem złota, no i główny bohater już odtąd nie musi walczyć o byt.

Dickens niezwykle wyraziście prezentuje postacie ludzkie, jednak zawsze w życiu prywatnym, jak "postacie", nie zaś jako członków społeczeństwa w przynależnych im rolach; innymi słowy, postrzega je statycznie. Stąd też największy sukces odniósł "Klub Pickwicka", który w ogóle nie ma fabuły, jest po prostu zbiorem szkiców; bohaterowie w znikomym stopniu podlegają rozwojowi - po prostu trwają sobie i trwają, popełniając idiotyzmy, zawieszeni w jakiejś osobliwej wieczności. Gdy tylko Dickens próbuje włączyć ich do akcji, rozpoczyna się melodramat. Nie potrafi bowiem uczynić ośrodkiem fabuły ich codziennych zajęć, stąd też bierze się owa powikłana sieć przypadków, intryg, zabójstw, przeobrażeń, spalonych testamentów, braci uchodzących za zaginionych i tak dalej, i tak dalej.

Dickens, choć obdarzony fantastyczną umiejętnością opisywania wyglądu, często pomija proces. Wyraziste obrazy, które tak łatwo zapadają w pamięć nam, jego czytelnikom, przedstawiają rzeczy osadzone w bezruchu i spokoju (...).

W porównaniu ze słownictwem używanym przez nas, zasób nowomowy był niezwykle mały, a ponadto wciąż wyszukiwano sposoby by go jeszcze uszczuplić. Nowomowa tym właśnie różniła się od większości języków, iż jej słownictwo nie rosło, lecz kurczyło się z roku na rok. Każdą redukcję traktowano jako korzystną, gdyż im mniejszy wybór, tym mniejsza pokusa myślenia.

Wszystkie wcześniejsze oligarchie utraciły władzę albo dlatego, że skostniały, albo dlatego, że zmiękły. Jedne stawały się bezmyślne i aroganckie, nie chciały dostosować się do nowych warunków, a wówczas je obalano; inne opanowywał liberalizm, tchórzostwo, szły na ustępstwa, kiedy powinny użyć siły, co również kończyło się ich zniszczeniem. Można powiedzieć, że ginęły albo przez brak świadomości, albo przez jej nadmiar.

Przecież taki osobnik nie może nawet zostać postacią tragiczną, ponieważ tam, gdzie są grubasy, nie ma miejsca na tragizm, lecz tylko komizm. Wyobraźcie sobie na przykład otyłego Hamleta! Albo Flapa w roli Romea.(..)Przypuśćmy, że Hilda w weekend puściłaby mnie kantem - słowa bym nie pisnął, chyba byłbym nawet zadowolony z tego, że moja stara po tylu latach działa jeszcze na kogoś podniecająco - jednak powiedzmy, że bym się przejął, i cóż z tego? Czy rzuciłbym się na łóżko, wstrząsany paroksyzmami szlochu? Czy ktokolwiek tego by po mnie oczekiwał ? gdzieżby tam ! Z taką figurą jak moja byłoby to wprost obleśńe.

(...) jeśli z Listów do Koryntian wziąć rozdział trzynasty części pierwszej i w każdym wierszu wpisać "pieniądze" zamiast "miłosierdzie", rozdział ten nabierze dziesięć razy więcej treści niż poprzednio.

Zaczął się zastanawiać, zresztą nie po raz pierwszy, czy przypadkiem nie postradał zmysłów. Może wariat to po prostu członek jednoosobowej mniejszości.

Cóż na to poradzę? - wyszlochał. - Jak mogę widzieć coś innego niż to, co mam przed oczami? Dwa i dwa to cztery. - Czasami, Winston. Czasami pięć. Czasami trzy. Czasami cztery, pięć i trzy równocześnie. Musisz się bardziej starać. Powrót do zmysłów nie jest rzeczą łatwą.

Jeśli ma się powieść trwałe zapobieżenie równości, jeśli warstwa górna - jakeśmy ją na wstępie nazwali - ma nieprzerwanie utrzymywać się na szczycie, wówczas powszechnym stanem umysłów musi być kontrolowane szaleństwo.