Wejrzyjcie państwo w swoje serca i umysły, zastanówcie się, kim jesteście: Don Kichotem czy Sancho Pansą? Prawie na pewno i jednym i drugim. Owszem, bardzo chcielibyście zostać bohaterem albo świętym, lecz mieszka w was również mały tłusty facecik, który docenia w pełni walory życia i ratowanie skóry na grzbiecie. On jest waszym nieoficjalnym "ja", głosem brzucha sprzeciwiającym się duszy. Facecik ten lubi bezpieczeństwo, wygodne łózko, leniuchowanie, kufle zawsze wypełnione piwem, no i niewiasty o "lubieżnych" kształtach. To właśnie on wybija wam z głowy rozmaite wzniosłe zapatrywania, nalega, żebyście dbali przede wszystkim o siebie, puszczali w trąbę małżonków, uchylali się od spłaty długów i tak dalej. To, czy mu ulegacie, jest już inną kwestią.
