Przez chwilę był sam, po czym drzwi otworzyły się i do środka wszedł O’Brien. – Pytałeś mnie kiedyś – rzekł – co jest w pokoju sto jeden. Powiedziałem ci, że sam wiesz najlepiej. Wszyscy wiedzą. Tutaj czeka cię to, co jest najstraszniejsze na świecie.
Czy jesteście gotowi oszukiwać, dokonywać falszerstw, szantażować, zatruwac umysły nieletnich, rozprowadzać narkotyki, zachęcać do prostytucji, szerzyc choroby weneryczne, slowem robic wszystko co moze przyczynic sie do oslabienia i demoralizacji Partii?
(...) stół kuchenny miał paskudny zwyczaj wystawania w ciemności i walenia człowieka w kość udową (...).
Siedział na ławie oskarżonych, zeznając wszystko co trzeba i wszystkich obciążając. Szedł korytarzem wyłożonym białymi kaflami, z uczuciem, że idzie w słońcu; za nim maszerował uzbrojony strażnik. W następnej chwili od dawna upragniona kula rozsadzała mu mózg.
Jeśli chodzi o współczesny świat, (...) jedynie kilku poetów, takich jak Keats czy Wordsworth, było coś wartych, a poza tym, świat ów nie powinien był w ogóle istnieć.
Co powinna pani zapamiętać raz na zawsze - zaczęła - to to, że w szkole liczy się tylko jedno, to znaczy czesne. Cała paplanina o „rozwijaniu dziecięcych umysłów", jak to pani nazywa, psu na budę. Mnie interesuje czesne, a nie rozwijanie dziecięcych umysłów.
Dorota nie jadła tego ranka żadnego bekonu - w pokucie narzuconej sobie wczoraj za wypowiedzenie słowa "cholera" i za półgodzinne leniuchowanie po lunchu.
Jak tu przemawiać do przyszłości, skoro nie przetrwa po tobie żaden ślad, choćby jedno anonimowe słowo nagryzmolone na skrawku papieru?
Ktoś, kto napatrzył się na podobne do hiszpańskich tragedie — a wojna w tym kraju, bez względu na jej wynik, była wstrząsającą tragedią, niezależnie od samej rzezi i ludzkich cierpień — wcale nie musi ulec rozczarowaniu i stać się cynikiem. Rzecz dziwna, ale wszystkie przeżycia wzmogły we mnie, a nie umniejszyły — wiarę w ludzką przyzwoitość. Mam nadzieję, że moja relacja nie rozmija się zbytnio z prawdą. Opisując tego rodzaju wydarzenia niepodobna choćby częściowo uniknąć błędów i fałszów. Trudno o pewność co do czegokolwiek, z wyjątkiem wypadków, które się widziało na własne oczy. I świadomie czy nieświadomie każdy piszący angażuje się po czyjejś stronie. Jeśli nie uprzedzałem o tym na wcześniejszych stronach tej książki, to czynię to teraz: pamiętajcie o mojej stronniczości, o nieścisłościach i przeinaczeniach wynikających nieuchronnie z faktu, że byłem świadkiem jedynie części wydarzeń. Wszystkie te uwagi odnoszą się również do każdej innej książki, w której uwzględniono ten okres wojny.
Kluczem do zrozumienia postępowania partii komunistycznej w dowolnym kraju są faktyczne lub potencjalne stosunki wojskowe tego kraju ze Związkiem Radzieckim.
Chciano uniezależnić mowę - a zwłaszcza mówienie na tematy nieobojętne politycznie - od świadomości. O ile bowiem w rozmowie o sprawach codziennych człowiek czasami musi się zastanowić przed wypowiedzeniem jakiejś kwestii, o tyle członek Partii powołany do wygłoszenia oceny natury politycznej lub etycznej powinien umieć wyrzucić z siebie właściwe opinie równie automatycznie, jak karabin maszynowy wystrzeliwuje kule. Przygotowywało go do tego stosowne wyszkolenie, nowomowa dostarczała mu niezbędnych środków, a zadanie upraszczały same słowa, ich chropawe dźwięki i celowa brzydota zgodna z duchem angsocu.
- Co zrobiliście z Julią? - Zdradziła cię, Winston. Od razu i bez wahania. Rzadko zdarza mi się widzieć, by ktoś tak szybko przeszedł na naszą stronę. Gdybyś ją teraz ujrzał, prawie byś jej nie poznał. Skłonność do buntu, oszustw, ryzyka, umiłowanie sprośności - wszystko zostało w niej wypalone do cna. Idealne nawrócenie, wręcz klasyczny przypadek.
- Czy uważasz się za lepszego od nas, dlatego że kłamiemy i umiemy być okrutni? - Tak. Jestem lepszy od was. O'Brien nic nie powiedział. W pomieszczeniu rozległy się dwa inne głosy. Po chwili Winston zorientował się, że jeden należy do niego. Było to nagranie rozmowy, którą odbył z O'Brienem w dniu, kiedy wstąpił do Braterstwa. Słyszał siebie, jak obiecuje kłamać, kraść, fałszować, mordować, zachęcać do narkomanii i prostytucji, rozpowszechniać choroby weneryczne, oblać kwasem siarkowym twarz dziecka. O'Brien machnął niecierpliwie ręką, jakby uważał, że szkoda czasu na dalsze wykazywanie Winstonowi jego dwulicowości. Nacisnął klawisz i głosy umilkły.
Tym zmieniającym się fantasmagorycznym światem, w którym; przyszła czerń może być biała, a wczorajszą pogodę można zmienić dekretem, w końcu przestaje się wiedzieć, co myśleć, lub nawet jak myśleć.
Widziałem jedynie obrzeża nędzy. Pomimo to mogę wymienić kilka nauk, jakie wyniosłem z biedowania: nigdy już przez myśl mi nie przyjdzie, że włóczędzy to zgraja pijanych łajdaków, nigdy dając pensa żebrakowi nie będę oczekiwać odeń wdzięczności, nigdy nie zaskoczy mnie to, iż ludzie pozbawieni pracy nie mają energii, nigdy nie złożę datku na Armię Zbawienia, nie zostawię ubrania w lombardzie, zawsze przyjmę wręczaną mi na ulicy ulotkę, nie będę się delektować posiłkiem w eleganckiej restauracji - to na początek.
Nie ulega wątpliwości, że większość włóczęgów piłaby alkohol, gdyby miała ku temu sposobność. Tak się jednak składa, iż nie ma tej sposobności.
Całe zdarzenie zaintrygowało mnie: włóczędzy zachowywali się bowiem inaczej niż zachowują się na co dzień. Bez śladu znikła ich nikczemna, kundla wdzięczność, z jaką zwykle przyjmują jałmużnę z dobroczynności. Wyjaśnienie było proste: liczebnie przewyższaliśmy wiernych toteż się ich nie baliśmy. Ktoś, kto przyjmuje pomoc praktycznie zawsze nienawidzi swojego dobroczyńcy.