Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

(to) cała Ameryka, która nigdy do niczego się nie przywiązuje, wciąż zmienia adresy, odrywa się bezboleśnie od wszystkiego: od rodziców, dzieci, współmałżonków, domów, krajobrazów. I dlatego nie ma tradycji.

To są sprawy, których my, Europejczycy, nie potrafimy zrozumieć; my chuchamy na nasze miasta, bronimy ich od stuleci, i im są starsze, tym bardziej jesteśmy z nich dumni. Piękne czy brzydkie, miasto jest żywą istotą.

(...) Ameryka pełna jest miast widm: gost towns. Nagle droga się kończy i znajdujesz się w opustoszałym mieście, zniszczonym, w ruinie. Szkielety domów, banków, kościołów, druty zwisające niczym luźne sznurki, ani jednego kota, psa, czegoś żywego, co ruszałoby się na tym cmentarzu. Rzekłbyś, że spadła bomba, że zburzyło je trzęsienie ziemi, zabijając wszystkich, dosłownie wszystkich. Nic nie spadło, nic nie zostało zburzone, nikt nie zginął. Po prostu pewnego dnia pół wieku albo wiek temu mieszkańcy je opuścili: tak jak się opuszcza kochankę, która się znudziła, rodzinę, której już nie kochamy.

Bóg jest wykrzyknikiem mającym skleić wszystkie skorupy rozbitego dzbana: jeśli ktoś w niego wierzy, to znaczy, że jest zmęczony, że już sam sobie nie potrafi poradzić. Ty nie jesteś zmęczona, bo jesteś chodzącym wątpieniem. Bóg jest dla ciebie znakiem zapytania, wręcz pierwszym znakiem zapytania z nieskończonego ciągu znaków zapytania. I tylko ten, kto się dręczy pytaniami, żeby znaleźć odpowiedzi, posuwa się do przodu; tylko ten, kto nie ulega potrzebie wygody, jaką jest wiara w Boga, uchwycenia się tratwy, żeby na niej odpocząć, może zaczynać od nowa; żeby wciąż na nowo sobie zaprzeczać, wciąż na nowo zadawać sobie ból.

(...) ludzie trudzą się, żeby zdobyć bogactwo albo miłość, albo wolność, walczą o swoje prawa, a kiedy je zdobędą, nie cieszą się z nich. Albo niszczą, co zdobyli, albo całkiem to lekceważą, sądząc może, że chcieliby się cofnąć, zacząć od nowa swoje batalie i udręki. Kiedy docieramy do mety, czujemy się zagubieni...

Co sobie myślisz, czym ja jestem: pojemnikiem, puszką, do której wkłada się przedmiot potrzebujący ochrony? Jestem kobietą, na Boga, jestem osobą. Nie mogę pozbyć się mózgu i zabronić mu myśleć. Nie mogę wyeliminować moich uczuć albo zakazać im ujawniania się. Nie mogę ignorować złości, wesela, bólu. Mam swoje reakcje, swoje zdziwienia, swoje smutki. Nawet gdybym mogła, nie chcę się ich wyrzec, żeby stać się wyłącznie fizjologiczną machiną służącą prokreacji i już! Dziecko, jesteś takie wymagające. (...) Dziecko, jeśli mamy pozostać razem, musimy zawrzeć umowę. Oto i ona. Robię na twoją rzecz ustępstwo: utyję, podaruję ci moje ciało. Ale nie umysł. Nie moje reakcje. Zatrzymam je dla siebie.

Dziecko, życie jest takie męczące. To wojna, która wybucha każdego dnia, a chwile radości są jedynie krótkimi przerwami i trzeba za nie płacić wysoką cenę.

Nigdy nie byłam zwierzęciem domowym. Nigdy się nie widziałam zamknięta na klucz w rodzinnym światku. Zawód żony zawsze mnie przerażał. Nie chciałam być żoną. Chciałam pisać, podróżować, poznawać świat i korzystać z cudu, jakim jest fakt urodzenia się. Jakby tego było mało, idea zrezygnowania z mojego nazwiska, żeby przyjąć nazwisko jakiegoś mężczyzny, napawała mnie oburzeniem. Dlaczego mam rezygnować z mojego nazwiska? Dlaczego mam się w ten sposób unicestwiać?

(...) my, Włosi, nie jesteśmy w tej samej sytuacji co Amerykanie. Nie jesteśmy ich tyglem ras i narodów, ich mozaiką różnorodności posklejanych w całość wspólnym obywatelstwem (...) nasza tożsamość kulturowa jest dobrze określona od tysięcy lat, nie możemy znosić migracyjnej fali ludzi, którzy z nami nie mają nic wspólnego...Którzy nie są gotowi, by stać się takimi jak my, by asymilować się wśród nas jak lotaryńscy Habsburgowie z Toskanii czy Burbonowie z Neapolu.

Jak to możliwe, że tak zwani lewicowi nie wspominają już ostrzeżenia Karola Marksa "religia to opium dla mas"? Jak to się dzieje, że nigdy nie wypowiadają się przeciwko teokratycznym reżimom w państwach islamskich?

A ty zjawiłeś się obok i powiedziałeś: "Ależ ja ci wybaczam, mamo. Nie płacz. Urodzę się innym razem."

Tak naprawdę, optymizm to odwaga. Ja nie byłam optymistką, ponieważ nie byłam odważna.

Tylko szanując samych siebie, można oczekiwać szacunku od innych, tylko zawierzając sobie samym, można być wiarygodnym dla innych.

...co to jest to życie, w którym ty, którego jeszcze nie ma, znaczysz więcej niż ja, która już jestem?

Prawa tych despotów oferują ci tylko jeden przywilej: możesz się im przeciwstawić walcząc i umierając. Prawa ludzi inteligentnych natomiast nie dają ci żadnego wyjścia, ponieważ zostaniesz przekonany, że ich przestrzeganie jest rzeczą szlachetną. W jakimkolwiek systemie się znajdziesz, nie będziesz mógł buntować się przeciwko prawu, wedle którego zwycięzca jest zawsze silniejszy, bardziej bezwzględny, mniej szlachetny.

Mężczyzna nie bywa w ciąży, więc - no właśnie, powiedz mi: to jest jego przewaga czy ograniczenie? Jeszcze do wczoraj wydawało mi się, że jest to przewaga, ba, wręcz przywilej. Dziś wydaje mi się ograniczeniem, ba, wręcz ubóstwem.

Jestem kobietą, która postanowiła żyć sama. Twój ojciec nie mieszka ze mną. I nie cierpię z tego powodu, chociaż czasem mój wzrok zatrzymuje się na drzwiach, przez które on wyszedł tym swoim zdecydowanym krokiem, a ja go nawet nie zatrzymałam, jakbyśmy nie mieli sobie już nic do powiedzenia.

Narody nie mogą wyzbyć się własnych języków, własnej przeszłości, własnej dumy, własnych praw, własnych obyczajów, własnej Ojczyzny po to, by stać się umocnieniami w murze jakiejś Nadojczyzny. Jakiegoś Nadnarodu, jakiegoś Nadpańśtwa, w którym mówi się co najmniej czterdziestoma językami, ale liczą się tylko francuski, niemiecki i arabski. Prędzej czy później ci, którzy nie mogą ścierpieć francuskiego, niemieckiego i arabskiego, zbuntują się. Dowodzi tego fakt, że w wyborach europejskich wiele narodów praktycznie nie głosowało...

Proszę mnie zrozumieć, nigdy nie przestanę powtarzać, że demokracji nie można podarować jak tabliczki czekolady. Demokrację trzeba sobie wywalczyć. A żeby ją sobie wywalczyć trzeba jej pragnąć. A żeby jej pragnąć trzeba wiedzieć czym jest. Irakijczycy nie wiedzą. A jeszcze mniej ją rozumieją. I w konsekwencji jej nie pragną. Nie tyle dlatego, że po dwudziestu czterech latach krwawej dyktatury są ignorantami, ale dlatego, że są muzułmanami tłamszonymi przez teokrację, nie potrafią stać się kowalami własnego losu. Teokracja nie uczy rozumować, wybierać, decydować o własnym losie. Uczy poddawać się, służyć i być posłusznym Bogu, który jest władcą absolutnym, panem, który kontroluje każdą chwilę i każdą dziedzinę twojego życia, jest gorszym tyranem niż Saddam Hussein. Być może za sto lat lub dwieście wszystko ulegnie zmianie. Dzisiaj świat szybko się przeobraża. Ale teraz rzeczywistość jest jaka jest i nie zgadzać się z tym to czysta demagogia.

Pierwszym obowiązkiem dziennikarza jest nie nudzić. Drugim: nie bać się. Trzecim: niczego nie wyrzucać.