Nierozważny człowiek zacznie naginać fakty, by zgodziły się z teorią, zamiast tworzyć teorię na podstawie faktów.
Dotychczas ograniczałem swoje badania do spraw ziemskich. W miarę moich skromnych możliwości walczyłem ze złem, ale wypowiedzenie walki piekielnym mocom byłoby zadaniem przerastającym moje ambicje.
- Pan chyba wie - zaczął zaginając kolejno palce u ręki - że wskaźnik czaszkowy jest czynnikiem stałym? - Naturalnie - odparłem. - I że telegonia ciągle jest sub judice? - Bez wątpienia. - I że plazma zarodkowa różni się od jaja partenogenetycznego? - No tak! - wykrzyknąłem wniebowzięty własnym zuchwalstwem. - Ale czego to dowodzi? - pytał dalej uprzejmie Challenger. - Rzeczywiście, czego to dowodzi? - mruknąłem. - Mam panu powiedzieć? - zagadnął tonem łagodnej perswazji. - Bardzo proszę. - To dowodzi - ryknął w przystępie nagłej furii - że pan jest najwstrętniejszym oszustem w Londynie...podłą, dziennikarską żmiją. Człowiekiem bez wykształcenia i krzty przyzwoitości.
- Sir Robert zwariował. - Jesteśmy na Baker Street, a nie na Harley Street - zdziwiony detektyw zauważa żartobliwie.
Dziwną tajemnicą naszego wieku jest, że ludzie, którzy mają coś do powiedzenia, nie chcą dołożyć starań, by ich słyszano.
Mężczyzna nie zwracał uwagi na nikogo z obecnych, lecz wpatrywał się w Holmesa z wyrazem, w którym łączyły się w równych proporcjach nienawiść i zdumienie. - Ty diable! - mamrotał -mamrotał bez ustanku. - Ty przebiegły diable! - Ach, pułkowniku! - odpowiedział Holmes, poprawiając zmięty potargany kołnierzyk. - Jak napisano w pewnej starej sztuce, "jakąkolwiek pójdziesz dróżką, miłość czeka na cię". Nie sądzę, bym miał przyjemność pana widzieć, odkąd zechciał pan zaszczycić mnie swą uwagą, gdy leżałem na skalnej półce nad wodospadem Reichenbach.
Watsonie, będziesz ławą przysięgłych. Na podstawie zebranego materiału dowodowego, czy można uznać, że oskarżony jest winny? Niewinny, panie sędzio - odpowiada Watson.
Holmes: Dostrzegłem wagę milczenia psa, gdyż jeden prawdziwy wniosek niezmiennie sugeruje inne...Oczywiście nocny gość był kimś, kogo pies dobrze znał. To był Straker, który uprowadził Srebrnego Płomienia z jego boksu i wyprowadził na wrzosowiska.
- List wysłany stąd z pańskim adresem przychylnie go usposobi. - Przyleci do nas z awanturą i zdemoluje redakcję.
Myślę, że nie jestem bardziej tępy niż moi bliźni, ale zawsze przytłacza mnie poczucie własnej głupoty, kiedy mam do czynienia z Sherlockiem Holmesem.
Ona również (…) jest szczęśliwa w moim towarzystwie: w oczach kobiety można dostrzec płomień, który przemawia goręcej niż słowa.
- To wiejska dziewucha, a ludzie jej pokroju są ograniczeni, Smith na pewno mruczał coś bez związku, a ona to jeszcze poplątała - profesor Coram.
Przyjaciele Sherlocka Holmesa ucieszą się na wieść, że on wciąż żyje i ma się dobrze, choć od czasu do czasu doskwiera mu reumatyzm. Od wielu lat mieszka na niewielkiej farmie na wzgórzach, pięć mil od Eastbourne, gdzie spędza czas, zajmując się filozofią i rolnictwem. W tym okresie, ciesząc się wypoczynkiem, odrzucał najlepsze oferty, zachęcające go do wyjaśniania rozmaitych spraw, ponieważ umyślił przejść na emeryturę. Jednak gdy zbliżała się wojna z Niemcami, postanowił oddać to swoje niezwykłe połączenie intelektualnych i praktycznych zdolności do dyspozycji rządu. Historyczne rezultaty tej decyzji opisane zostały w książce Ostatni ukłon. Pragnąc uzupełnić i wzbogacić ten tom, zamieściłem w nim również kilka innych historii z przeszłości, które przez długi czas spoczywały w mojej szufladzie.
A tak przy okazji może pan jednak zechce nam powiedzieć, co pan włożył do stosu drewna oprócz swoich spodni? Zdechłego psa? A może parę królików? Milczy pan? To bardzo nieuprzejmie! Skłonny jestem sądzić, że para królików byłaby najodpowiedniejsza, chociażby ze względu na krew. Jeśli kiedykolwiek opiszesz to, Watsonie, radzę ci wziąć pod uwagę króliki.
Zresztą lepiej jest nie pić z rana. Co do mnie, to z wyjątkiem kropelki przed śniadaniem na apetyt i kieliszka, może dwóch po posiłku na trawienie w ogóle nie tykam alkoholu przed południem.
Szczęśliwym trafem odkryliśmy na czas, że obaj profesorowie byli jak najgorszego zdania o doktorze Illingworth z Edynburgu. Od tej chwili ten szkocki zoolog stał się naszą niezawodną deską ratunku. W każdej napiętej sytuacji wystarczyło tylko wymienić jego nazwisko, by nasi uczeni zapomnieli o kłótni i w chwilowej zgodzie napadli na wspólnego wroga.