- Niechętnie wam to uświadamiam, ale potrzebujemy łodzi, żeby dostać się na inną łódź. - przerwał jej Luke. - Nie jestem pewien, czy nawet Jace potrafi chodzić po wodzie.
- Ale ja muszę.- Głos Ty'a był napięty jak naprężony drut.- Nie mogę żyć bez Livvy. - Właśnie, że możesz- szepnął Kit.- Możesz. Wydaję ci się, że w ten sposób wzmocnisz rodzinę, ale tak naprawdę wskrzeszenie Livvy was zniszczy. Myślisz, że nie możesz bez niej żyć. Mylisz się. Razem przez to przejdziemy.- Poczuł chłód na twarzy i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że płacze.- Kocham cię, Ty. Kocham Cię.
Kiedy go kochałaś, to czy kiedykolwiek się bałaś? – Zawsze się bałam – odparła. – To naturalne, że człowiek boi się, by nie utracić najcenniejszej rzeczy na świecie. Ale nie obawiaj się zbyt mocno. Wiem, że między światami czarowników i Nocnych Łowców zieje przepaść, którą może być trudno przekroczyć. Ktoś jednak powiedział mi kiedyś, że właściwego człowieka nie będzie to obchodziło. Możecie wybudować nad tą przepaścią most i odnaleźć się nawzajem. Możecie zbudować razem coś większego, niż każdy z was byłby w stanie zbudować osobno.
- Dlaczego nosisz koszulkę na koszulkę? - zainteresowała się Livvy. - Na wypadek gdyby jedną mi ukradli - odparł Mark takim tonem, jakby nie było w tym niczego nadzwyczajnego.
Mogłaby zamknąć oczy, udawać, że wszystko jest w porządku. Wiedziała jednak, że nie da się żyć z zamkniętymi oczami.
Powiedziała, że miał włosy w kolorze soli i oczy jak fiołki. Kochała się w nim prawie cały tydzień i o niczym innym nie pisała w swoich listach.
- Otóż to. Miałbym pewnie więcej szczęścia, mówiąc mu, że jestem w nim zakochany. Jace i tak sądzi, że wszyscy są w nim zakochani.
- Prawda zawsze ma znaczenie. - Nie, kiedy w grę wchodzą historie - odpowiedziała Cordelia. - W historiach nie chodzi o to, żeby były obiektywnie prawdziwe, ale żeby istota opowieści była prawdziwsza od rzeczywistości. Ci, którzy wyśmiewają fikcję literacką, robią to, ponieważ boją się prawdy.
- Ładne kajdanki. Już rozumiem, dlaczego nie położyłeś tutaj Jocelyn. - Potrzebowałem czegoś do spięcia zasłon.
- Co najmniej 7 cali, to moje motto - powiedziała Isabelle że zmysłowym uśmiechem. Meliorn zmierzył ją kamiennym wzrokiem. - Mówię o obcasach - wyjaśniła Isabelle.
- I dorównało to twoim oczekiwaniom? - Było dużo lepsze. (...) Czy to znaczy... - Hm, takich rzeczy raczej nie robi się z przyjaciółmi, prawda? - Tak? Muszę powiedzieć Simonowi. Będzie poważnie rozczarowany.
- Któregoś dnia próbowałem sobie przypomnieć wszystkie grzechy śmiertelne. - powiedział. - Chciwość, zazdrość, obżarstwo, ironia, pedantería... - Jestem pewna, że ironía nie jest grzechem śmiertelnym. - A ja jestem tego pewien. - Żądza - powiedziała Clary - Żądza go grzech śmiertelny. - I klapsy. - Myślę, że to podpada pod żądze. - A ja myślę, że to powinna być osobna kategoria - stwierdził Jace. - Chciwość, zazdrość, obżarstwo, ironią, pedantería, żądza i klapsy.
- Dlaczego prysznic zabiera dziewczynom tyle czasu? - rzucił z irytacją. - Śmiertelniczki, Nocne Łowczynie, czarodziejki, wszystkie jesteście takie same. Stercząc tutaj, nie robię się młodszy.
Nie jestem jego ochroniarzem - powiedziała Isabelle - Jestem jego dziewczyną. Co daje mi prawo do skopania ci dupy, jeśli mu przeszkadzasz.
Aaron wstał z ławki. Kto by się spodziewał, pomyślał Call z przekąsem. Aaron wyglądał niczym Kapitan Ameryka, jasnowłosy, wysportowany i świętoszkowaty. Był sympatyczny, ale Call i tak miał ochotę cisnąć mu w głowę książką ojca. Kapitan Ameryka to też równy gość, ale to nie znaczy, że chciałbyś z nim rywalizować.
Jeśli nigdy nikomu nie mówisz prawdy o sobie, w końcu zaczynasz zapominać. O miłości, złamanym sercu, radościach, rozpaczy, dobrych i wstydliwych uczynkach. Jeśli będę wszystko w sobie dusił, moje wspomnienia zaczną znikać. A potem ja też zniknę.
- Dlaczego co masz na myśli? - Przez te wszystkie skaleczenia na twojej duszy? Chyba nie. Mam tylko na myśli to, że wydajesz się być kimś, kto nigdy nie miał złamanego serca.