- Jestem tu - oznajmiła Isabelle, kończąc obchód i odwracając się do zebranych, żeby obrzucić ich złym spojrzeniem - żeby ustalić mój związek. Simon wytrzeszczył oczy. Nie mogła mówić o nim prawda? - Widzicie tego mężczyznę?-zapytała Isabelle, wskazując Simona. Czyli jednak mówiła o nim.-To Simon Lewis i to jest mój chłopak. Jeśli ktokolwiek z was myśli o tym, żeby go skrzywdzić, bo jest Przyziemnym albo, niech Anioł zmiłuje się nad jego duszą, uganiać się za nim, to odszukam go, dorwę i zgniotę na miazgę.
- Naprawdę chętnie posłuchałabym więcej o twoich przygodach-powiedziała Juli.-Co tylko pamiętasz. Zwłaszcza jeśli dotyczą Jace'a Herondale'a. Wiesz może, skąd ma tę seksowną bliznę na gardle? - Ehm - mruknął Simon. - Właściwie...to tak. Właściwie...to ją mu ją zafundowałem.
Kiedy ktoś cię skrzywdzi, nie wystarczy, żeby cierpiał; musi spojrzeć ci w twarz i zrozumieć, dlaczego cierpi.
Ocean ciągnący się całymi mailami, bezbrzeżny, cienie i sól, mroczna, bezwzględna woda ziejąca obcą pustką, zamieszkujące ją potwory. Wyobraź sobie, że wpadasz w nią i wiesz, że ta otchłań rozciąga się pod twoimi stopami, gdy miesisz nimi wodę, rozpaczliwie usiłując utrzymać się na powierzchni; ogarnia cię zgroza, gdy sobie uświadamiasz, co tam jest: bezkres pustki, potwory, wielka połać czerni, a potem daleko, daleko w dole - dno morza. Ta świadomość potrafi rozszarpać umysł na strzępy.
- Moglibyśmy kiedyś tu zamieszkać - powiedział. - Razem. Clary uśmiechnęła się, choć wiedziała, że on tego nie widzi. - Myślisz, że złapiesz mnie na luksusową rezydencję? Trochę się zagalopowałeś, Jace. Jace Herondale. - I objęła go mocniej.
Mylisz się, wiesz o tym. Jestem najbardziej stałą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałeś. Tylko, że to nie robi żadnej różnicy.
- Mógłbym cię posiekać - rzucił Jace. - Sprawdzić, czy przeżyjesz w malutkich kawałeczkach. Albo odciąć ci głowę. Może to by cię nie zabiło, ale byłoby zabawnie patrzeć, jak jej szukasz. Sebastian nadal się uśmiechał.
- Nie ruszaj się. - Clary przesunęła jakimś flakonikiem obok jego głowy. - Za trzy minuty powącham twoją szyję. - Długo czekałaś na swój ruch, Fray, tyle ci mogę powiedzieć.
Nie jestem głupi. Umiem poskładać fakty. Ty masz moc tworzenia runów, a Jace, cóż...bez nadnaturalnej pomocy nikt nie mógłby być aż tak irytujący.
- (...) Ale jej te słowa tak łatwo przychodzą, tobie również, a ja nigdy nie nikomu tego nie powiedziałam. Nikomu spoza rodziny. - Bo gdybyś powiedziała, mogłabyś zostać skrzywdzona-domyślił się Simon.-Dlatego nie mówisz. - Ty też mógłbyś zostać skrzywdzony.-Jej oczy były duże i czarne, odbijały się w nich gwiazdy.-Ja mogłabym cię skrzywdzić.
Nie był również pewien, czy można całkiem zapomnieć pierwszą dziewczynę, którą się kochało. Zwłaszcza kiedy ma się ją na co dzień przed oczami.
- Jak szybko blednie uroda śmiertelników.(...) - My, ludzie, potrafimy być uciążliwi dla innych, kiedy jesteśmy pogrążeni w smutku.
Kocham cię. Po prostu cię kocham i zawsze będę kochał. Żadne działania jakiegoś szaleńca tego nie zmienią.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz? Simon jęknął. - To chyba znaczy, że zmiażdżyłaś mojego ducha i mnie pokonałaś. - Fantastycznie.
- Jestem najnowszą rzeczą w tym mieszkaniu? - Myślę, że ten zaszczyt przypada Prezesowi Miau. On ma tylko dwa lata.
Chyba jednak nie jest jak kiedyś - stwierdził. - Zwykle kupowałem ci ołówki i przybory do rysowania, ale ty już nie rysujesz, prawda? Tylko stelą. Ty nie rysujesz, a ja nie oddycham. Inaczej niż w zeszłym roku.