Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty polskich dziennikarzy

Zobacz listę dziennikarzy

Zobacz listę polskich dziennikarzy

Dziennikarze wg. narodowości

Byli ludzie, którzy mnie kochali jako gladiatora walczącego z zagrażającą im siłą.

Breżniew Watykanu jako magik duchowy ma jednak wpływ na ludzi biorący się z ich wiary w różne świętości. Krzepić ją może mit, obraz na telebimie, znak umowny, np. kukła, czarny kamień, dwa patyki na krzyż, strumień światła. Dla wzbudzania metafizycznych emocji nie trzeba żywego trupa obwozić po świecie, wlec po ulicach i stadionach. Chyba że ktoś pragnie wzniecać kult masochizmu i sadyzmu, znęcania się nad sobą i fanatyzmu.

Brzydzę się także żywności. Kanapki jadam nożem i widelcem.

Broniliśmy godności PZPR-owców, ludzi poprzedniej władzy. Trochę dlatego że sami się poczuwaliśmy do tej wspólnoty. Ale i dlatego że to zapewniało mojemu pismu klientelę. Myśmy to wymyślili także z powodów rynkowych, z wyrachowania. „Solidarność” była tabu, Wałęsa, Kościół też, więc zaczęliśmy walić w tabu.

Biorę pigułkę poronną, żeby wyskrobać z siebie debila.

Biedny ten Kościół. Jego bohaterowie to sami jacyś nieutalentowani nieszczęśnicy. Kościół wszystkich po śmierci grzebie, ale spośród ludzi publicznych hoduje sobie do apoteozy już tylko jedną nadmiernie tęgą pieśniarkę bez głosu, jedną nadmiernie suchą aktorkę bez ról oraz wyleniałego eks-amanta scen i ekranów. Tyle mu zostało z wielkiego majątku znakomitości. (…) Coraz więcej Kościół posiada budynków, ziemi, aut i pretensji, a coraz mniej osobowości. Jego owczarnia zaś przez cały miniony rok była napominana, że pobłądziła, wybierając swego prezydenta komucha zamiast katolika. I oto po roku tych kazań owczarnia deklaruje większe zaufanie do Kwaśniewskiego niż do Kościoła i liczniej go popiera. I wedle tych samych badań opinii publicznej niechęć do Kościoła jest znaczniejsza niż do prezydenta. Tak to Kościół siał, siał, nieborak – a szatan żniwa zbiera.

Wiem, że niektórym historykom "Sensacje" się nie podobały, zapewne też dlatego, że zobaczyli program o historii, który mógł się obejść bez nich.

Chciałem samemu docierać do miejsc, gdzie coś ciekawego w historii się działo. Nie tylko mówić o tym widzom, ale także pokazywać.

W tamtej Polsce takiemu drągalowi trudno się było ubrać. Za granicą starałem się kupować ubrania, które przetrwają długi czas. Skórzana kurtka nadawała się idealnie. Potem pojawiałem się w niej przed kamerą tak często, bo w marynarce czy garniturze trudno byłoby chodzić po bunkrach czy włazić do czołgu.

Mocarstwa zachodnie robiły wszystko, by nie dopuścić do sojuszu Polski z Hitlerem. Beck nie umiał tego rozegrać. Tego strachu mocarstw zachodnich przed takim sojuszem. Mógł tego użyć jako szantażu wobec Chamberlaina i Daladiera. Wielka Brytania nie chciała nam dać kredytów na zakup sprzętu wojskowego.

Bo pierwszym okresem kształtowania się historii zawsze rządzą propaganda i manipulacja rzeczywistością. Trzeba przeczekać kilkadziesiąt lat, by można było wszystko zbadać.

W ZSRR, gdzie kierunek wyznaczał Stalin, czy w III Rzeszy, gdzie ostateczny głos miał zawsze Hitler, takiego grona niezależnych ekspertów nie było. A żaden dyktat i żaden dyktator nie jest w stanie ogarnąć całości państwa i podejmować słusznych decyzji we wszystkich dziedzinach.

W zmaganiach reżimów z Ameryką charakterystyczne jest to, że każdy dyktator uważał, że jest w stanie zmienić układ sił i usunąć amerykański kolec ze swojego oka. Ale przegrywał zarówno z odległością, jak i mądrością demokracji.

Afrykanie są bardzo religijni, to mentalność niesłychanie religijna, głęboko wierząca w istnienie sił przyrody, świata przodków, świata nadprzyrodzonego.

Gdy pisałem o różnych – w Afryce i Europie – pojęciach czasu, chodziło mi o to, żeby pokazać, iż to, że im, w Afryce, się nie spieszy, to tylko jedna strona zagadnienia. Dla mnie ważniejsze było to, że ci ludzie są organizatorami czasu. My jesteśmy niewolnikami czasu, oni – jego panami.

W Afryce kontakt międzyludzki jest wartością podstawową. Afrykanin nie umiałby żyć sam. Nawet gdyby mógł sam przetrwać materialnie, czułby się skreślony, wyrzucony, zdegradowany. Życie społeczne, zbiorowe nadaje rangę jego własnej osobowości.

Przeciążony umysł ludzki odruchowo broni się przed poznawaniem świata. Poraża nas różnorodność, wobec której jesteśmy bezradni, przerasta nas ona, nie możemy opanować ogromu, którym jest dziś świat, tej wielości kultur, cywilizacji, regionalizmów, religii, języków.

Taki kontynent jak Afryka to tysiąc różnych kultur często ze sobą sprzecznych. Tak więc jedne kultury są bezbronne, ale inne wręcz przeciwnie. (...) Pewnie dlatego wielcy antropolodzy jak Basden, Evans–Pritchard czy inni ograniczali się zawsze do opisania jednej społeczności, np. Nuerów czy Ibo. Wiedzieli, że wyjście z tej jednej, małej grupy jest równoznaczne z wejściem do zupełnie innego świata.

Myślimy inaczej mówiąc innymi językami, tak że dwoje ludzi, którzy patrzą na tę samą rzecz, ale ich języki są różne, inaczej na nią patrzy i inaczej też rzecz tę opisze. Bo języki te mają inne słownictwo, inne pojęcia.

A jednak, tak naprawdę, ludzie wszędzie są tacy sami. Są oczywiście między nimi różnice, ale ważniejsze są, dominują, podobieństwa – to jak się cieszą, jak się martwią, jak przeżywają tragedie.