Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Brytyjczyków

Zobacz listę Brytyjczyków

Brytyjczycy wg. profesji

RON: Zrobiłaś coś z włosami?
HERMIONA: Chyba tylko uczesałam.
RON: No tak. Do twarzy ci w uczesanych.

- Naprawdę bardzo mi przykro, Minerwo, ale kiedy przeczytasz uważnie moją notkę, to zrozumiesz, że Harry ma żałosne wyniki na moich lekcjach…
- Powinnam wyrazić się jaśniej (…) Otrzymał wysokie oceny ze wszystkich sprawdzianów obrony przed czarną magią przeprowadzonych przez kompetentnego nauczyciela.

Przyzwoitymi ludźmi łatwo jest manipulować.

- Każdy ma prawo do błędu - odpowiedziała Hermiona. - Ale już cię nie boli, Harry, prawda?
- Nie, nie boli. Coś, czego nie ma, nie może boleć.

- W Departamencie Tajemnic (...) jest zawsze zamknięta sala. Kryje w sobie siłę, która jest zarazem wspanialsza i straszniejsza od śmierci, od ludzkiej inteligencji, od sił przyrody. Jest ona również być może najbardziej tajemniczym obiektem badań w całym departamencie. Tę właśnie moc ty posiadasz w wielkiej obfitości, a Voldemort nie ma jej wcale. To ta siła zaprowadziła cię tej nocy do Syriusza. To ona nie pozwoliła Voldemortowi opętać cię całkowicie, bo nie mógł znieść przebywania w ciele tak pełnym mocy, której on nie cierpi. W ostatecznym rozrachunku nie liczyło się już to, że nie potrafisz zamknąć przed nim swej świadomości. Nie oklumencja cię ocaliła, ale twoje serce.

Rozległ się ogłuszający ryk. Ci, którzy byli w stanie jednocześnie dodawać i ryczeć zrozumieli, że Gryffindor ma już czterysta siedemdziesiąt dwa punkty - dokładnie tyle samo, co Slytherin. Zdobyliby puchar domów, gdyby Dumbledore dał Harry'emu choćby jeden punkt więcej.

(...) W mojej rodzinie nikt nie jest magiczny, byłam kompletnie zaskoczona, jak dostałam list, ale oczywiście ogromnie się ucieszyłam, słyszałam, że to najlepsza szkoła dla czarownic...oczywiście nauczyłam się wszystkich podręczników na pamięć, chyba wystarczy, co?(...) Harry spojrzał na Rona i poczuł ulgę, kiedy po jego zdumionej twarzy poznał, że on też nie nauczył się wszystkich podręczników na pamięć.

Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni. A teraz, jeśli nie macie nic przeciwko temu, pójdę do łóżka, zanim przez was tu zginiemy lub - co gorsza - nas wyleją.

- Michael Corner...Który to jest?- zapytał ze złością Ron.
- Ten ciemny- odpowiedziała Hermiona.
- Nie podoba mi się- rzekł natychmiast Ron.
- Też mi niespodzianka- mruknęła pod nosem Hermiona.

- Hermiono, może przestaniesz wreszcie zadręczać Harry'ego i zaczniesz słuchać Binnsa?- skarcił ją szeptem Ron- A może to ja mam zacząć robić notatki?
- Świetny pomysł, na pewno to przeżyjesz !!

-Fred, teraz ty - powiedziała pulchna kobieta.
- Nie jestem Fred, jestem George - odrzekł chłopiec. - Naprawdę kobieto i ty uważasz się za nasz matkę? Nie wiesz jak ma na imię twoje dziecko?
- Przepraszam, George.
- To był żart, jestem Fred.

- Może on kłamie- powiedział, otwierając oczy. Może Gryffindor nie zabrał tego miecza goblinowi. Skąd mamy wiedzieć, czy jego wersja jest zgodna z prawdą?
- A to by coś zmieniło?- zapytała Hermiona.
- Zmieniłoby to, jak ja się teraz czuję.

- Harry, musisz pokazać, że nie wystarczy mieć bogatego ojca, żeby być najlepszym szukającym. Musisz za wszelką cenę złapać znicza przed Malfoyem, bo ten mecz musimy wygrać. Złap go albo zgiń, próbując złapać.

- Co to znaczy, Albusie?(...)- To znaczy - rzekł Dumbledore - że Komnata Tajemnic rzeczywiście została otwarta. (...) - Ale...Albusie...kto? - To nie jest właściwe pytanie. Nie chodzi o to, kto - powiedział Dumbledore, wpatrując się w Colina. - Chodzi o to, jak...

- Co ty o tym myślisz?(...) - Nie wiem - odparł Ron, nieco zaniepokojony faktem, że ktoś pyta go o zdanie. - Skoro Harry chce to zrobić, to jego sprawa, nie? - Przemawia jak prawdziwy przyjaciel i prawdziwy Weasley - powiedział Fred, waląc go po plecach.

Taa - ciągnął Fats. - Pierdolenie i umieranie. To jest to, nie? Pierdolenie i umieranie. To jest życie.
-Staranie się, żeby popierdolić, i staranie się, żeby nie umrzeć.

- Przepraszam profesorze Flitwick, czy mogę na chwilę zabrać Wooda?
Wood? A co takiego? Może jakieś narzędzie do chłosty?

Łzy popłynęły, zanim zdołał je powstrzymać, gorące, lecz natychmiast zamarzające na twarzy, ale cóż za sens ocierać je, albo udawać, że nie płyną?

Gdzieś w ciemności rozległ się przedziwny śpiew feniksa - lament pełen bólu i jakiegoś tragicznego piękna. A Harry poczuł tak jak kiedyś, że ten śpiew jest w nim, nie gdzieś na zewnątrz: to jego własny żal, przemieniony magią w pieśń, rozbrzmiewał po błoniach i wpadał przez okna do zamku. (...)
I kiedy tak leżał, uświadomił sobie nagle, że na błoniach jest cicho. Fawkes przestał śpiewać. I pojął, nie wiedząc jak i dlaczego, że feniks odleciał, opuścił Hogwart na zawsze, tak jak Dumbledore opuścił swoją szkołę, opuścił ten świat...opuścił jego.

To pewnie bzdura. To znaczy...no przecież masz nos.