Żyję na tym świecie 90 lat i wydaje mi się, że kiedyś nie było takiej eskalacji nienawiści. Dziś każdy uważa siebie za ideał, a drugiego ma za nic.
Jeżeli byłaby możliwość zaistnienia świata bez nienawiści, nie wybrałbym go. Byłby to świat całkowicie martwy, nudny. Mógłby być słodki, lecz zbyt słodki. Pragnąłbyś soli. Jeżeli byłby możliwy świat pozbawiony gniewu, nie wybrałbym go. W tym świecie bowiem nie mogłoby istnieć współczucie. Przeciwieństwa tworzą napięcie i moc. Kiedy żelazo jest poddane działaniu ognia, staje się stalą. Im wyższa jest temperatura, tym twardsza i mocniejsza będzie stal. Jeżeli twoje współczucie przejdzie przez ogień gniewu, to im wyższa temperatura gniewu, tym większa będzie odporność i moc współczucia.
Cały problem polega na tym, że nienawidzisz siebie, a chcesz pokochać drugą osobę; to niemożliwe. Druga osoba także nienawidzi siebie i chce pokochać ciebie. Lekcji miłości musisz najpierw nauczyć się sam.
W modzie musisz najpierw coś zniszczyć, żeby na powrót stworzyć, pokochać, czego nienawidziłeś, i znienawidzić, co kochałeś.
Nakręcano spiralę złości, niechęci i nienawiści, taką która już się z niczym nie liczyła. Wszelkie świętości, wszystkie granice zostały przekroczone. No i to oczywiście oddziaływało na tę najgorsza część społeczeństwa. W każdym społeczeństwie jest taki element najbardziej zdemoralizowany, podły, animalny i powtarzam - tutaj się niczym nie różnimy od innych...
Każde zawistne spojrzenie tylko dlatego że jestem Chciałbyś mnie oceniać choć nie znałeś mnie przedtem
Miłość i nienawiść są pokrewnymi uczuciami, a poza tym łatwiej jest znienawidzić kogoś, na kim ci zależało, niż tego, kto był ci obojętny.
Jeśli ktokolwiek wyrazi zdanie odmienne od mojego, dołożę starania, aby mu wyjaśnić moje słowa i czyny. Jeśli i wtedy uprze się przy swoim, z kolei ja go znienawidzę.
Jestem praktykującym katolikiem, ale dla mnie katolicyzm to religia miłości. "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego" - zna to pan? Myślę, że w Ewangelii nie ma miejsca na nienawiść do drugiego człowieka