Słuchano go uprzejmie. Lecz za jego plecami niejeden kiwał głową. "Ten młody człowiek źle skończy", mówili, prorokując z tym większym przekonaniem, że sami mieli zamiar we właściwym czasie osobiście zadbać o to, by ów koniec był zły. "Drugim razem żaden nowy Dzikus mu już nie pomoże", mówili. Póki co jednak był ów pierwszy Dzikus, udawali więc życzliwość.
